
Od startu tego tygodnia ostro przyspieszamy z ligą. Do 6 listopada w każdy tydzień rozegramy aż 39 potyczek. Czeka więc nas nie lada wyzwanie, a dla zespołów bardzo intensywny okres. Poniedziałkowe otwarcie tygodnia stało na dobrym poziomie i przyniosło sporo wyrównanych spotkań. W I Lidze po przerwie do gry wrócił zespół Dentis Studio. Ekipa gospodarzy po trudnym spotkaniu pokonała Borówiec Team, a bohaterem potyczki został bramkarza Dentisu, Mateusz Maćkowski. Szalone widowisko stworzyły ekipy Antdata i MFC Shauman. Antdata przez większość meczu prowadziła, jednak w końcówce dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Coraz lepszą dyspozycję prezentuje drużyna KP Perła Puszczykowo. Ekipa w dobrym stylu ograła Wczorajszych, a pierwszoplanową postacią był Mikołaj Alankiewicz zdobywca czterech bramek. Miłą niespodziankę swoim sympatykom sprawiła drużyna Są gorsi, która odprawiła z kwitkiem zespół Falcon F.C. Z dobrej strony w meczu przeciwko ekipie FC Metzink pokazał się team FC Ochraniacze. Gospodarze byli niezwykle skuteczni i pokonali rywala 5:1. Blisko zdobycia swojego pierwszego punktu w lidze futbolsport.pl była drużyna RS Rebuy. Debiutant wysoko postawił poprzeczkę ekipie KS Volya 2 i choć minimalnie przegrał (1:2) to pokazał, że coś drgnęło w grze tego zespołu.
I Liga
Swoją szansę powrotu na fotel lidera wykorzystał zespół Dentis Studio, który po ciężkim boju pokonał Borówiec Team. Bezsprzecznie bohaterem potyczki został bramkarz gospodarzy, Mateusz Maćkowski, który zagrał fenomenalne zawody. Po pierwszym kwadransie nic nie zapowiadało, że drużyna Dentisu będzie miała spore problemy w tym meczu. Podopieczni Piotra Wardeńskiego rozpoczęli bardzo mocno i w 9 minucie objęli prowadzenie po golu Dominika Owczarzaka. Goście mieli szanse na wyrównanie, ale dwukrotnie obok słupka strzelał Kacper Wareńczak. Chwilę później zamiast remisu mieliśmy podwyższenie prowadzenia. Po składnej akcji całego zespołu, Tumukunde Jackson z bliższej odległości strzałem z głowy zdobył drugą bramkę dla Dentisu. Wydawało się że lider I Ligi ma wszystko pod kontrolą. Nic mylnego. W 17 minucie po uderzeniu z rzutu wolnego i rykoszecie, Borówiec Team chwycił kontakt. Goście poszli za ciosem i wyrównali trzy minuty później po indywidualnej akcji Kacpra Wareńczaka. Mało tego to gracze z Borówca byli bliżej uzyskania prowadzenia lecz świetne parady Mateusza Maćkowskiego spowodowały, że utrzymywał się wynik remisowy.
Druga połowa rozpoczęła się od szybko straconej bramki przez Borówiec Team. Obrońcy gości zbyt pasywnie pokryli Dominika Owczarzaka, który precyzyjnym strzałem zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu. W dalszym ciągu potyczki byliśmy świadkami popisu bramkarskiego Mateusza. Golkiper Dentisu bronił praktycznie wszystko. Strzały z daleka, sytuacje sam na sam oraz wiele niesamowitych szans stworzonych przez rywala. I żeby tych okazji było dwie, trzy. Nic z tego, przy siedmiu straciłem rachubę w liczeniu, tyle doskonałych okazji miała zespół gości. Nawet gra w osłabieniu nie przeszkadzała młodym zawodnikom Borówiec Team dochodzić do czystych, świetnych okazji bramkowych. Niestety jak to w bywa w piłce, nie wykorzystane sytuacje mszczą się. W 43 minucie Dominik Andrzejewski zwiększył przewagę do dwóch "oczek". Mimo to ekipa gospodarzy do końca grała nerwowo bowiem Borówiec Team przez cały czas napierał. Miał kolejne szanse, lecz nie miał sposobu na Mateusza Maćkowskiego. Dopiero w 50 minucie udało się przełamać niemoc strzelecką. Ryszard Barszcz z dwóch metrów dopełnił tylko formalności. Do wyrównania nie starczyło czasu i te dobre zawody zakończyły się wygraną Dentisu Studio 5:4. Gospodarze choć zagrali słabsze spotkanie to w bramce mieli Mateusza Maćkowskiego, który po raz kolejny potwierdził że należy do czołowych bramkarzy ligi siódemek futbolsport.pl. Z kolei ekip Borówiec Team może mówić o zwykłym pechu bo rzadko się zdarza by golkiper obronił tak dużą liczbę celnych i groźnych strzałów.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Dentis Studio
4
:
3
Borówiec Team
III Liga
Sympatycy drużyny Antdata doczekali się wreszcie prawdziwego oblicza tego zespołu który to po dwóch porażkach z rzędu postawił się bardzo dzielnie swojemu wyżej notowanemu w tabeli rywalowi. Strzeleckie fajerwerki ku zdziwieniu rywala już w 5 minucie gry odpalił z rzutu wolnego Krystian Krystkowiak który to po swojej dobitce idealnie wycelował w szczelinę jaką wytworzyli źle ustawieni w murze zawodnicy drużyny gości. Odpowiedz zawodników rywala nadeszła cztery minuty później gdzie swojej idealnej okazji pod bramkowej nie zmarnował Volodymyr Rudenko i tym samym dość szybko mieliśmy wynik 1-1. Ale to nie był koniec tej wymiany ciosów gdyż niespełna 60 sekund później w sytuacji praktycznie oko w oko z bramkarzem rywala A. Biegański z chirurgiczną precyzją zaliczył swoje trafienie na 2-1. Dwie minuty później goście znów stają przed szansą na swoje drugie wyrównanie gdyż po faulu w polu karnym pewnym egzekutorem tego stałego fragmentu był Andrii Lasyi i dzięki temu mieliśmy wynik 2-2. Cztery bramki w 12 minut mogły w tym dniu zadowolić najbardziej wybredne oko każdego kibica przez co z jeszcze większym zaciekawieniem oglądaliśmy kolejne sytuację. A te w 17 minucie gry wykreowały strzelca bramki na 3-2 dla gospodarzy której autorem był Dawid Grad przez co podopieczni Macieja Karpińskiego po raz trzeci wyszli na prowadzenie w tym spotkaniu. Jak się okazało wynik ten utrzymał się do końca pierwszej części tego spotkania co było tylko idealną zapowiedzią tego co miało się wydarzyć w drugiej odsłonie tego pojedynku.
A ta zaczęła się od desperackich ataków zawodników gości którym rezultat ten był mocno w niesmak. Jednak dobrze funkcjonująca defensywa gospodarzy skutecznie odpierała ataki graczy rywala przez dobry kwadrans gdzie dopiero w 38 minucie bramkę dającą remis na 3-3 uzyskał Nikita Zaviriukhin. Trzy minuty później znów odpowiedzieli zawodnicy gospodarzy którzy to po precyzyjnie rozegranym rzucie rożnym zdołali za sprawą strzału z główki Wiktora Skotarczyka po raz czwarty objąć w tym spotkaniu prowadzenie 4-3. Taki stan rzeczy oznaczał tylko tyle że ostatnie minuty dostarczą nam bardzo dużo emocji poparte desperackimi atakami zespołu gości. Czujący trudy tego spotkania gracze gospodarzy z każdą minutą zaczęli popełniać błędy w kryciu co niestety musiało przynieść im w końcu problemy we własnym polu karnym. I tak wpierw w 45 minucie bramkę na 4-4 zdołał uzyskać Oleksandr Moroz przez co stan euforii u graczy i sympatyków tego zespołu sięgnął praktycznie księżyca. Lecz prawdziwe szaleństwo zapanowało dopiero w 47 minucie gdzie po bramce od słupka bramki uzyskał Oleksandr Cherednyk dzięki czemu ekipa gości po raz pierwszy w tym dniu uzyskała jednobramkowe prowadzenie 4-5. Tak więc dopiero na trzy minuty przed końcem gry goście uzyskali interesujący ich rezultat. Mimo iż żadna z ekip nie odpuściła drugiej tych ostatnich minut tej rywalizacji to ostatecznie komplet punktów zasila konto drużyny MFC Shauman gdzie z przebiegu spotkania myślę że sprawiedliwszy byłby jednak remis.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Antdata
4
:
5
MFC SHAUMAN
IV Liga
Do małej niespodzianki doszło na poziomie IV Ligi. Tak bowiem można uznać porażkę drużyny Falcon F.C. z zespołem Są gorsi. Gospodarze zagrali bardzo dobre zawody i na tle wyżej notowanego przeciwnika pokazali się okazale. Kluczem do zwycięstwa była bardzo dobra dyscyplina w defensywie i wyłączenie najlepszego gracza gości, Noah Tiilikainen. Przez większość pierwszej połowy to się udawało bowiem Są gorsi bardzo uważnie grali w obronie. Już w 3 minucie Arkadiusz Pater otworzył wynik spotkania. Na kolejne trafienia czekać musieliśmy aż do 20 minuty kiedy to Bartek Miedziński wyrównał stan rywalizacji. Końcowe 5 minut pierwszej połowy było jednak bardzo intensywne. Po 60 sekundach, gospodarze odzyskali prowadzenie za sprawą Roberta Szymkowiaka, a w 23 podwyższył po indywidualnej akcji, Honoriusz Pierzchała. Jeszcze przed zmianą stroną Falcon zdołał zmniejszyć straty za sprawą Noah Tiilikainena, który w końcu wykorzystał jedną z niewielu okazji do zdobycia bramki.
Druga odsłona zaczęła się fatalnie dla gości. W 30 minucie błąd obrońcy wykorzystał dobrze dysponowany tego dnia Robert Szymkowiak i zrobiło się 4:2. Od tego momentu inicjatywa była po stronie gości, którzy zepchnęli rywala do głębokiej obrony. Nadzieja na uzyskanie korzystnego rezultatu odżyła w 36 minucie kiedy to Noah po raz drugi znalazł drogę do bramki przeciwnika. Falcon F.C. napierał, a Są gorsi wyprowadzali groźne kontry. Po jednej z nich w 43 minucie Robert Szymkowiak ładnym strzałem postawił kropkę nad "i". Co prawda podopieczni Darka Wiśniewskiego do końca walczyli o zmianę wyniku, jednak ofiarna postawa obrony gospodarzy nie dała się zaskoczyć i niespodzianka stała się faktem.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Są gorsi
5
:
3
Falcon F.C.
Obydwie drużyny w ligowej tabeli IV ligi dzieliła nie wielka różnica w kwestii zajmowanego miejsca, dlatego też samo spotkanie zapowiadało się bardzo intersująco. Z dużym respektem i szacunkiem do rywala rozpoczęli to spotkanie zawodnicy obu drużyn przez co pierwsze minuty tej konfrontacji były dość ostrożne w poczynaniach ofensywnych obu ekip. Sytuację tą zmieniła dopiero akcja bramkowa graczy z Puszczykowa w 21 minucie gdzie przed idealną okazją na wpisanie się na listę strzelców nie zmarnował Mikołaj Alankiewicz i dzięki temu zieloni prowadzili 1-0. Chwilę później oba zespoły udały się na przerwę co jak pokazały kolejne minuty miało nam wszystkim wyjść na dobre.
A wszystko to za sprawą Mikołaja Alankiewicza który swoimi dwoma kolejnymi trafieniami z 32 oraz 34 minuty udokumentował przewagę swojej drużyny nad zespołem rywala do wyniku 3-0. Od tego momentu z każdą kolejną minutą spotkanie to co raz bardziej zaczęło przypominać wymianę bokserską na ciosy z których to jak się okazało zwycięsko zaczęli wychodzić zawodnicy gości. Dwa trafienia kolejno z 37 minuty Valentyna Schulepy oraz Mateusza Malińskiego z 39 doprowadziły rezultat tego spotkania do wyniku 3-2. Niestety dla ekipy gości ich zryw i lepszy fragment gry nie został jeszcze bardziej udokumentowany kolejnymi bramkami co kilka minut później wykorzystali ich rywale z Puszczykowa. W 43 minucie Mikołaj Alankiewicz trafił na 4-2 co finalnie oznacza iż gracz ten w swoich ostatnich trzech spotkaniach zaaplikował swoim rywalom już 9 bramek więc fakt ten wysuwa go na najlepszego strzelca tego zespołu. A w 50 minucie przysłowiową kropkę nad i postawił Piotr Majewski dzięki czemu gracze Perły Puszczykowo zwyciężają ostatecznie 5-2.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:KP Perła Puszczykowo
5
:
2
Wczorajsi
VI Liga Grupa A
Mecz od początku przebiegał pod dyktando KS Voyla 2, choć końcowy wynik długo pozostawał sprawą otwartą. Spotkanie było wyrównane pod względem rezultatu, ale to KS częściej kontrolował wydarzenia na boisku, dłużej utrzymywał się przy piłce i stwarzał sobie więcej sytuacji. Pierwsza bramka padła w 20. minucie. Mykola Dembitskyi wykorzystał swoją okazję i dał KS Voyla 2 prowadzenie. RS Rebuy nie zamierzał jednak odpuszczać i jeszcze przed przerwą odpowiedział trafieniem Dawida Wesołka w 23. minucie. Do przerwy mieliśmy więc remis 1:1.
Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. KS Voyla 2 nadal próbował narzucić swoje tempo, a gospodarz szukał swoich szans przede wszystkim w szybkich akcjach. Decydujący moment nastąpił w 46. minucie, kiedy po raz drugi na listę strzelców wpisał się Mykola Dembitskyi, zapewniając swojej drużynie prowadzenie 2:1. W końcówce RS Rebuy próbował jeszcze odwrócić losy spotkania, dlatego do ostatniego gwizdka wynik pozostawał na styku. KS Voyla 2 nie pozwolił jednak wyrwać sobie zwycięstwa i dowiózł korzystny rezultat do końca. KS Voyla 2 może być zadowolony przede wszystkim z konsekwencji i kontroli nad przebiegiem spotkania. RS Rebuy walczył do końca i przy jednobramkowej różnicy pozostawał w grze, ale tego dnia to KS był stroną, która przez większą część meczu dyktowała warunki.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:RS Rebuy
1
:
2
KS Volya 2
Drużyna FC Ochraniacze urządziło sobie prawdziwy festiwal skuteczności! Choć FC Metzink od początku próbowało przejąć inicjatywę i raz za razem szukało swoich szans pod bramką rywala, to tego dnia zdecydowanie lepiej ustawione były celowniki Ochraniaczy. Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla gospodarzy. Już w 1. minucie Marcel Grabiński otworzył wynik, a chwilę później – w 8. minucie – ponownie wpisał się na listę strzelców. FC Metzink nie zamierzało jednak składać broni i w 10. minucie Pavel Andrasiuk zdobył kontaktową bramkę, dając swojej drużynie nadzieję na odwrócenie losów spotkania.
W drugiej części Ochraniacze znów pokazali, że w tym meczu potrafią bezlitośnie wykorzystać najmniejszy błąd rywala. W 26. minucie Michał Skokalski podwyższył prowadzenie, a w 32. minucie Rafał Bączkowski dołożył kolejne trafienie. Metzink atakowało, próbowało, oddawało kolejne strzały, ale brakowało najważniejszego – skutecznego wykończenia. Kiedy już wydawało się, że piłka może znaleźć drogę do bramki, na przeszkodzie stawały nieskuteczność i dobrze zorganizowana defensywa Ochraniaczy. A ci tylko czekali na swoje okazje. Kontrataki były tego dnia ich zabójczą bronią – szybkie przejście do ofensywy i bezlitosne wykończenie sprawiały, że Metzink płaciło wysoką cenę za każdą stratę piłki. W 38. minucie Grabiński skompletował swojego hat-tricka, przypieczętowując bardzo skuteczny występ i ustalając wynik spotkania na 5:1. FC Metzink może mieć poczucie, że wynik nie do końca oddaje liczbę podejmowanych prób, ale w piłce liczy się to, co wpada do siatki. FC Ochraniacze wykorzystało swoje okazje niemal do maksimum i pokazało, że skuteczność w połączeniu z szybkimi kontratakami potrafi być bronią nie do zatrzymania.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC Ochraniacze
5
:
1
FC Metzink
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty