
Pierwszy dzień jesieni przyniósł nam idealną pogodę do rozgrywania spotkań. Środowa kolejka w pełni potwierdziła tą tezę, bowiem byliśmy świadkami wielu zaciętych i emocjonujących potyczek. Sporo się działo na golęcińskim boisku i praktycznie każde spotkanie miało jakość piłkarską i scenariusz trudny do przewidzenia. Zaczynamy od I Ligi i dwóch potyczek. Jako pierwsi na boisko wybiegli zawodnicy Lutnia Dębiec 2022 i WKS Topmet Light. Obie ekipy stworzył świetne widowisko, a nieznacznie lepszym zespołem okazał się WKS. Drugie starcie przyniosło nam niespodziankę, bo tak można uznać zwycięstwo beniaminka, Rossoneri, nad obrońca tytułu ekipą PLUSdo Metalmex. Mistrzowie już na starcie rundy chwycili zadyszkę, natomiast Rossoneri jest na obecną chwilę objawieniem pierwszoligowych zmagań. Trzy zacięte boje zobaczyliśmy na poziomie II Ligi. Wpip-Mardom pokonał FC Bavarię Prime, AFC Smile po dwóch golach Macieja Burdelskiego ograło Whiskonzy, natomiast konfrontacja FC To The Top z Drukarnią Media Connect zakończyła się podziałem punktów. Komplet zwycięstw ma w III Lidze zespół Wolves Team. Tym razem ukraiński team pokonał Antdatę. Emocji nie brakowało w IV Lidze, gdzie Wczorajsi odprawili z kwitkiem zespół FC Hangover, a Kopacze nie dali rady drużynie Falcon F.C. Pierwszoplanową postacią tej potyczki był Noah Tiilikainen, który praktycznie w pojedynkę zapewnił wygraną gości. Z kolei w V Lidze dość nieoczekiwanie liderem jest drużyna Digital Bulls. Podopieczni Doriana Witaszka odnieśli czwarte zwycięstwo pokonując tym razem Dekpol. Po trzech porażkach przełamała się drużyna Zew FC, która w końcu doczekała się wygranej. Goście okazali się lepsi od GSK. W VI Lidze Grupa A prym wiedzie ekipa Squadry, która kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Tym razem pewnie pokonała RS Rebuy. Grupa B jest bardziej wyrównana jeżeli chodzi o czołówkę. Wczoraj w hitowym starciu Kultywator Brzozogaj uległ drużynie Long Island. Jeżeli chodzi o statystyki dwunastu środowych spotkań to goście znowu okazali się nieznacznie lepsi i wygrali 6 spotkań. Pięć potyczek padło łupem gospodarzy, a w jednym meczu padł remis.
I Liga
Bardzo dobre widowisko, stojące na wysokim poziomie stworzyły drużyny Lutnia Dębiec 2022 i WKS Topmet Light. Obie ekipy zaprezentowały ciekawy futbol oparty na płynnych akcjach i świetnych za graniach technicznych. Już pierwsza akcja przyniosła gola gospodarzom. Na listę strzelców wpisał się Maciej Bąk. Nim się obejrzeliśmy był remis. Adrian Cebula wyrównał w 3 minucie oddając precyzyjny strzał w długi róg. Mocny początek zwiastował dobry prognostyk na kolejne minuty. I rzeczywiście oba zespoły grały ofensywnie i często stwarzały sobie okazje bramkowe. Nieco więcej ich miał zespół gości, który mocno pracował na wysoką notę bramkarza Lutni. To właśnie Leszek Banaszak utrzymywał gospodarzy w grze bowiem bronił jak w transie. Niestety skuteczność graczy Wybrzeża była zdecydowanie do poprawy.
Druga połowa rozpoczęła się udanie dla gości. W 31 minucie po indywidualnej akcji Mateusz Trybek wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Niestety radość z niego trwała zaledwie 60 sekund bowiem wyrównał chwilę później Kacper Szymański. Decydujące o losach spotkania okazały się 37 i 39 minuta po których WKS wyprowadził zabójcze kontrataki. Najpierw na listę strzelców wpisał się Dawid Litka, a potem swoją drugą bramkę zdobył Adrian Cebula po świetnej asyście Macieja Krzysztofa. Po tych dwóch ciosach Lutnia Dębiec 2022 już się nie podniosła. Próbowała nawiązać walkę, jednak Wybrzeże skutecznie ograniczało ich poczynania kontrolując wydarzenia na boisku do końcowego gwizdka. Gospodarze przegrali choć zagrali dobre zawody, natomiast WKS Topmet Light zainkasował trzy punkty, dzięki którym objął fotel lidera.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Lutnia Dębiec 2022
2
:
4
WKS TOPMET Light
Do niespodzianki doszło w meczu pomiędzy drużynami Rossoneri i PLUSdo Metalmex. Gospodarze nieoczekiwanie pokonali obrońcę tytułu w świetnym stylu potwierdzając że są na starcie sezonu jesiennego objawieniem pierwszoligowych zmagań. O grze Rossoneri możemy mówić w samych superlatywach. Mecze tej ekipy mają dużo jakości technicznej i są przyjemne do oglądania. Płynna gra oraz przemyślane akcje są domena tej drużyny. Zespół ten potwierdził to wczoraj, kiedy to wypunktował swojego rywala. Pierwsze 25 minut w większości należało do PLUSdo, jednak to Rossoneri byli bardziej konkretni w ataku. Pierwsza bramka wpadła dopiero w 13 minucie, a na listę strzelców wpisał się Jakub Tecław, który popisał się skutecznym uderzeniem z rzutu wolnego. Wcześniej goście stworzyli sobie kilka dogodnych okazji, lecz nie mieli sposobu na świetnie dysponowanego tego dnia Macieja Pietrykowskiego. Niemniej w 16 minucie po zamieszaniu w polu karnym, Piotr Perz znalazł drogę do bramki przeciwnika. Gdy wydawało się że obrońca tytułu przejmuje kontrolę nad mecze, gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie za sprawą Mateusza Murawskiego. Goście jeszcze przed przerwą dążyli do wyrównania, ale znowu swój dobry czas miał bramkarz Rossoneri i na przerwę schodziliśmy przy stanie 2:1.
Druga połowa rozpoczęła się po myśli PLUSdo. W 29 minucie gola na remis zdobył Marcel Malinowski. Obrońca tytułu przejął inicjatywę i miał przewagę lecz nic z niej nie wynikało. Rossoneri mądrze się broniło i wyprowadzało zabójcze kontrataki. To było koncertowe 15 minut wykonaniu gospodarzy. W tym czasie niemal każda akcja kończyła się golem. Ekipie praktycznie wszystko wychodziło. Na tle tak dysponowanego przeciwnika, PLUSdo było tylko tłem. Rozpoczął w 35 minucie Mateusz Murawski. Na 4:2 podwyższył w 38 minucie najlepszy na boisku Jakub Tecław. 180 sekund później kolejnego swojego gola zdobył Mateusz Murawski. Jakby tego było mało w 46 minucie po ładnym strzale na listę wpisał się nominalny bramkarza, ale w tym meczu grał w polu, Maksymilian Suwiczak. Dzieła zniszczenia dokonał Jakub Tecław w ostatniej minucie meczu. Rossoneri zasłużenie wygrywa 7:2 pokazując dojrzały i efektowny futbol, natomiast PLUSdo Metalmex ma sporo do przemyślenia bo ich dyspozycja na obecną chwilę jest delikatnie mówiąc słaba.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Rossoneri
7
:
2
PLUSdo Metalmex
II Liga
Pierwszej wygranej w sezonie doczekał się zespół Wpip-Mardom, który po niesamowitej końcówce pokonał FC Bavarię Prime. Potyczka w pierwszej połowie nie zachwyciła. Mardom z racji ubytków kadrowych i braku zmian od początku grał mocno defensywnie. Z kolei FC Bavaria choć miał optyczną przewagę nie miała sposobu na szczelna defensywę rywala. Gra w dużej mierze toczyła się w środku pola, a akcji podbramkowych było jak na lekarstwo. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. W 16 minucie wynik otworzył Ivan Hevato. W 19 minucie powinno być 2:0 lecz Bartek Kaźmierczak nie wykorzystał sytuacji sam na sam. To się zemściło chwilę później, kiedy to błąd przy wybiciu popełnił Tomasz Brzeziński, a do pustej bramki piłkę skierował Petro Boikiv. Do przerwy 1:1.
Lepiej w drugą odsłonę weszli goście, którzy już na początku w 30 minucie objęli prowadzenie po precyzyjnym strzale w same "okienko" Vasyla Pano. Gospodarze musieli gonić, ale zbytnio swojej taktyki nie zmieniali. O dziwo to FC Bavaria na dużo pozwalała z czego rywal w pełni skorzystał. W 38 minucie po doskonałej asyście Dawida Wojciechowskiego, Ivan Hevato doprowadził do remisu. jakby tego było mało dwie minuty później ten sam zawodnik zdobył swoją trzecią bramkę i Wpip-Mardom był już na prowadzeniu. Końcowe 10 minut to akcja za akcje. Nikt nie kalkulował i choć czystych okazji nie było to emocji nie brakowało. Ostatecznie gospodarze dowożą wygraną i inkasują pierwsze trzy punkty po morderczym wysiłku.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Wpip - Mardom
3
:
2
FC Bavaria Prime
Interesujące spotkanie stworzyły te dwie drużyny dzięki czemu postronny kibic z dużą uwagą i zaciekawieniem spoglądał na ten plac gry pokryty zieloną murawą. Aż piętnaście minut oba zespoły kazały nam czekać na pierwsze trafienie w tym spotkaniu gdyż na swoich posterunkach między słupkami dobrze prezentowali się obydwaj bramkarze. Statystyki te jednak uległy zmianie dopiero w piętnastej minucie gdzie swojej okazji podbramkowej nie zmarnował Maciej Burdelski dzięki czemu jego partnerzy z boiska ze Smilem przyjęli tą informację. W tej części tego pojedynku więcej bramek już nie zobaczyliśmy co nie oznacza wcale że był to nudny fragment tego pojedynku i że graczom obu drużyn zabrakło pomysłu na swoje akcję ofensywne.
W drugiej połowie w trakcie meczu dwie bardzo dobre okazję na zmianę rezultatu miał zawodnik gości którym był Jarosław Beres lecz gracz ten dwukrotnie musiał uznać wyższość goalkeepera drużyny przeciwnej przez co gracze gospodarzy wciąż mieli jednobramkową przewagę. Fakt ten jednak uległ zmianie w 48 minucie gdzie po dość komicznej sytuacji swoje konto bramkowe powiększył po raz drugi w tym dniu Maciej Burdelski przez co jego drużyna chwilę później pokonała swojego rywala 2-0. Dzięki temu ekipa AFC Smile plasuję się obecnie na trzecim miejscu w tabeli wśród drużyn II ligi.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:AFC Smile
2
:
0
Whiskonzy
Teoretycznie remis z drużyną FC To The Top powinien być sukcesem drużyny Drukarnia Media Connect, jednak przebieg spotkania może pozostawić spory niedosyty, że goście nie wygrali tej potyczki. Mecz od wysokiego "C" rozpoczął spadkowicz I Ligi, który po bramkach Oleksandr Dukhno i Bohdana Kotyk prowadził 2:0. Co prawda to Media Connect byli bliżsi prowadzenia lecz w zamieszaniu podbramkowym tak się zakotłowało w polu karnym, że nikt nie skierował piłki do bramki. Goście jednak z minuty na minutę grali coraz lepiej i wystarczyło im zaledwie 180 sekund, żeby odrobić straty. Kontaktowego gola zdobył Maurycy Janczewski, a wyrównał Adrian Nowak. W kolejnych minutach inicjatywa była po stronie Drukarni lecz mimo kilku dogodnych okazji rezultat do przerwy nie uległ zmianie.
Drugie 25 minut zaczęło się po myśli gości. Niepewną interwencję obrońcy FC To The Top wykorzystał Dawid Jędrzejczyk. Media Connect prowadzili i mieli inicjatywę. Cóż z tego skoro dali się zaskoczyć w 35 minucie. Najpierw Alan Markowski obronił strzał, jednak przy dobitce nie miał szans i Oleksandr Dukhno drugi raz wpisał się w tym meczu na listę strzelców. Końcowy kwadrans to gra na wykończenie. Żadna z ekip nie rezygnowała z pełnej puli przez co te 15 minut był niezwykle intensywne. Akcje przenosiły się z jednego pola karnego pod drugie. Jedynie czego brakowało to wykończenia. Goście mieli swoje szanse na zwycięstwo, jednak to FC To The Top miał piłkę meczową. W 50 minucie Oleksandr Dukhno zamiast podać do Yehora Stapachnko, który miał pustą bramkę, oddał niecelny strzał z pięty. Potyczka kończy się podziałem punktów, który w przypadku gospodarzy jest już trzecim remisem. Ekipa FC To The Top nie odniosła do tej pory żadnego zwycięstwa.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC To The Top
3
:
3
Drukarnia Media Connect
III Liga
Lider tabeli III ligi czyli ekipa Wolves Team już od samego początku bardzo dobrze weszła w ten pojedynek gdyż w 3 minucie tego spotkania bramkę na 0-1 uzyskał Leonid Fomin. Drugie trafienie w 9 minucie było autorstwem Andrii Marchenko który potężnym strzałem z bliskiej odległości pod poprzeczkę bramki nie dał żadnych szans bramkarzowi gospodarzy na udaną interwencję i tym samym gości prowadzili już 0-2. Z upływającymi minutami podopieczni Macieja Karpińskiego zaczęli dostosowywać swoje poczynania boiskowo do panujących warunków jakie przeciwstawił im ich rywal i jak się okazało w samej końcówce pierwszej połowy fakt ten przyniósł im dość niespodziewane efekty gdyż po dwóch bramkach w krótkim odstępie czasu Wiktor Skotarczyk oraz Maciej Karpiński doprowadzili do wyniku 2-2 i dzięki temu na przerwę obie drużyny zeszły z wyrównanym rezultatem.
Po zmianie stron gracze gości zaatakowali zdecydowanie wyżej swego rywala co przy nie najlepszych indywidualnych decyzjach graczy bloku defensywnego gospodarzy kreowało to zupełnie niepotrzebne zagrożenie pod własną bramką. W efekcie tego gracze gości w 30 minucie za sprawą drugiego trafienia Leonida Fomina prowadzili już 2-3. Odzyskane prowadzenie przez graczy gości i świadomość tego że ich rywal jest w krótkim odstępie czasu w stanie odrobić tą różnicę bramkową powodował że zawodnicy zespołu Wolves Team w dalszym ciągu szukali swoich kolejnych bramek. Jak się okazało te przyszły dopiero w końcówce meczu gdzie dwukrotnie w 45 oraz 47 minucie wyprowadzone bomby zaaplikował swojemu rywalowi Andrii Marchenko przez co ekipa gości powiększyła swoje prowadzenie do wyniku 2-5. Jak się okazało kilka minut później bramki te były ostatnimi akcentami tego widowiska i dzięki temu zespół gości z kompletem trzech punktów utrzymuje swoje pierwsze miejsce w tabeli III ligi.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Antdata
2
:
5
Wolves Team
IV Liga
Drużyna Wczorajszych po ich ostatnim przegranym spotkaniu z ekipą KS Jeżyce wróciła ponownie na zwycięską ścieżkę gdzie tym razem pokonała zespół Hangover. Ekipa gości podchodziła podbudowana swoim ostatnim zwycięstwem w lidze bez swoje lidera, którym jest Wiktor Kurzawski, dlatego jej szanse na zwycięstwo w tym spotkaniu były już z progu ograniczone. Natomiast zespół gospodarzy znów pokazał swoją dobrą stronę jaką drużyna ta prezentuję w tym sezonie czego efektem była bramka z główki Bartosza Łojewskiego w 10 minucie, która tym samym otworzyła nam wynik tego spotkania. Rozkręcający się z każdą minutą gracze gospodarzy w 19 minucie gry za sprawą Macieja Geislera objęli prowadzenie 2-0 gdyż w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości gracz ten precyzyjnie wykończył swoją podbramkową okazję. Odpowiedz gości nadeszła tuż przed przerwą gdzie swoją pierwszą bramkę w tym sezonie dla swojego zespołu uzyskał Maciej Wikarski i dzięki temu oba zespoły schodziły na przerwę przy rezultacie 2-1. W drugiej połowie przez bardzo długi okres czasu wynik ten towarzyszył obu ekipom co było efektem tego że żadna z nich nie popełniła błędu w defensywie a w ofensywie była zbyt bardzo przewidywalna i nieskuteczna. Dopiero w 47 minucie gry Mateusz Maliński postawił kropkę nad i w postaci bramki na 3-1 która finalnie pozwoliła graczom gospodarzy cieszyć się z ich trzeciego zwycięstwa w tym sezonie.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Wczorajsi
3
:
1
FC Hangover
Spotkanie Kopaczy z Falcon F.C. dostarczyło ogromnych emocji i przede wszystkim niezwykłej końcówki. Kopacze długo byli na dobrej drodze do zwycięstwa, jednak ostatnie minuty całkowicie odmieniły losy meczu. Bohaterem Falcon został Noah Tiilikainen, który w kluczowym momencie wziął odpowiedzialność na siebie i praktycznie indywidualnie przesądził o wyniku. Falcon rozpoczął spotkanie lepiej i już w 7. minucie Dominik Kaźmierski otworzył wynik. Kopacze potrzebowali czasu, aby odpowiedzieć, ale w 24. minucie Maciej Łęcki doprowadził do wyrównania. Po pierwszej połowie wszystko było więc jeszcze otwarte.
W drugiej odsłonie Kopacze ruszyli zdecydowanie i w 30. minucie Konrad Maciaszczyk wykorzystał swoją okazję, wyprowadzając zespół na prowadzenie. Falcon musiał odrabiać straty, ale długo nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Przełom nastąpił w 39. minucie. Adam Grzelak trafił do siatki, doprowadzając do wyrównania i przywracając Falconowi nadzieję na zwycięstwo. Chwilę później rozpoczął się jednak prawdziwy koncert Noah Tiilikainena. W 40. minucie zawodnik Falcon wziął piłkę na siebie, ruszył indywidualnie i skutecznie zakończył akcję, dając swojej drużynie prowadzenie. Kopacze odpowiedzieli błyskawicznie — już w 41. minucie Maciej Dąbrowski ponownie doprowadził do wyrównania. I wtedy Tiilikainen po raz kolejny pokazał swoją klasę. W 42. minucie ponownie znalazł drogę do siatki, a zaledwie minutę później skompletował hat-tricka. W ciągu kilku minut trzy jego trafienia całkowicie odmieniły obraz spotkania. Kopacze z prowadzenia przeszli do sytuacji, w której musieli gonić wynik, a Falcon wykorzystał swój znakomity moment. Ostatecznie Falcon F.C. wygrał 5:3, a decydujący okazał się indywidualny popis Noah Tiilikainena. To on wziął na siebie ciężar gry w najważniejszym fragmencie spotkania i trzema trafieniami w ciągu zaledwie czterech minut przechylił szalę zwycięstwa na stronę Falconu.
To był mecz, który w końcówce napisał własny scenariusz. Kopacze dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale Tiilikainen w decydującym momencie przejął spotkanie — wziął piłkę, wygrał indywidualnie kilka kluczowych akcji i zapewnił gościom efektowne zwycięstwo.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Kopacze
3
:
5
Falcon F.C.
V Liga
Obecnie panująca sytuacja w czubie tabeli V ligi jest zdecydowanie najlepszym okresem gry i wyników w historii kibiców drużyny Digital Bulls, którzy każdego ranka przecierają oczy z niedowierzania, widząc swą drużynę na szczycie tabeli. Tak więc nie powinien dziwić fakt że to właśnie oni byli stawiani w roli faworyta przed tym pojedynkiem. A jak na lidera tabeli przystało ten już w 2 minucie gry rozpoczął swoje strzelanie które sprytnym strzałem po krótkim słupku bramkarza zainicjował Szymon Kostrzewski dzięki czemu ekipa Digital Bulls objęła szybkie prowadzenie 0-1. W odpowiedzi mózg i główny lider ekipy Dekpolu Łukasz Łeszyk zdołał rozmontować w dwójkowej akcji defensywę rywala dzięki czemu jego zespół po precyzyjnym strzale po długim narożniku bramki wyrównał wynik spotkania na 1-1. Niestety rezultat ten również nie potowarzyszył obu zespołom zbyt długo gdyż pięć minut później na mocny strzał z dalszej odległości zdecydował się Dorian Witaszek i ku radości swoich kolegów z zespołu futbolówka ta wylądowała bezpośrednio w bramce Dekpolu przez co gracze gości odzyskali prowadzenie 1-2. Mimo iż do zakończenia spotkania pozostało jeszcze mnóstwo czasu to żadnej z ekip nie udało się już więcej zdobyć żadnej bramki dlatego po wyrównanym pojedynku lider tabeli dopisuję sobie kolejne trzy oczka na swoje konto.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Dekpol
1
:
2
Digital Bulls
Spotkanie GSK z ZEW FC było prawdziwym festiwalem bramek. Od pierwszych minut oba zespoły postawiły na ofensywną grę, a wynik zmieniał się niemal jak w kalejdoskopie. Ostatecznie to ZEW FC wykazał się większą skutecznością i po emocjonującym meczu zwyciężył 7:4. Mecz rozpoczął się od mocnego akcentu ZEW FC. Już w 4. minucie Szymon Majewski wykorzystał swoją okazję i otworzył wynik spotkania. GSK nie zdążyło jeszcze na dobre uporządkować gry, a chwilę później otrzymało kolejny cios. W 5. minucie Jakub Borowiak wpisał się na listę strzelców po raz pierwszy, podwyższając prowadzenie ZEW. GSK odpowiedziało bardzo szybko. W 7. minucie Chima Igbokwe zdobył bramkę kontaktową, dając swojej drużynie sygnał do odrabiania strat. Odpowiedź ZEW była jednak natychmiastowa — już w 8. minucie Jakub Borowiak po raz drugi tego dnia znalazł drogę do siatki. Lider ZEW FC był niezwykle aktywny i skutecznie wykorzystywał kolejne sytuacje. W 10. minucie swoje drugie trafienie dołożył Szymon Majewski, ponownie zwiększając przewagę gości. Chwilę później do głosu doszedł czołowy strzelec GSK. W 11. minucie Patryk Łukaszewski zdobył bramkę, która była prawdziwą ozdobą spotkania. Zawodnik GSK oddał znakomity strzał z powietrza, posyłając piłkę idealnie w boczną siatkę. Uderzenie było niezwykle precyzyjne i efektowne — bramkarz mógł tylko odprowadzić futbolówkę wzrokiem. W 14. minucie ZEW ponownie odskoczył. Michał Błaszak zachował zimną krew pod bramką GSK i podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Do przerwy wynik 2:5 nie uległ już zmianie, choć oba zespoły miały swoje momenty.
Po zmianie stron GSK ruszyło do odrabiania strat. W 27. minucie po raz drugi na listę strzelców wpisał się Patryk Łukaszewski, który wziął na siebie odpowiedzialność za ofensywę swojej drużyny i zmniejszył dystans do rywala. Gospodarze nie zamierzał jednak wypuścić prowadzenia z rąk. W 30. minucie swoją trzecią bramkę w meczu zdobył Borowiak, kompletując hat-tricka i ponownie dając swojej drużynie bezpieczniejszą przewagę. To właśnie Borowiak był jednym z najważniejszych zawodników ZEW — jego skuteczność miała ogromne znaczenie dla końcowego rezultatu. GSK jeszcze raz odpowiedziało. W 33. minucie Bartłomiej Bartkiewicz skierował piłkę do siatki, zmniejszając straty i podtrzymując nadzieje swojej drużyny na odwrócenie losów spotkania. Końcówka należała jednak do ZEW FC. W 42. minucie Norbert Zawadzki zdobył siódmą bramkę dla swojego zespołu i tym samym ustalił wynik spotkania na 4:7.
Na wyróżnienie zasługują liderzy obu zespołów — Patryk Łukaszewski po stronie GSK oraz Jakub Borowiak w barwach ZEW FC. Łukaszewski dwukrotnie trafił do siatki, a jego pierwsze trafienie było zdecydowanie jednym z najpiękniejszych momentów meczu. Borowiak z kolei popisał się hat-trickiem, trafiając w 5., 8. i 30. minucie.
GSK pokazało charakter i mimo trudnego początku kilkukrotnie próbowało wrócić do spotkania. ZEW FC był jednak tego dnia niezwykle konkretny pod bramką rywala, a jego skuteczność przesądziła o zwycięstwie 7:4.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:GSK
4
:
7
ZEW FC
VI Liga Grupa A
Squadra potwierdziła dobrą dyspozycję i pozycję lidera, pewnie pokonując RS Rebuy 9:2. Od początku spotkania widać było, że tego dnia to Squadra jest zespołem lepiej przygotowanym do gry. Dużym atutem okazała się przede wszystkim szeroka kadra, która pozwalała utrzymać wysokie tempo i świeżość przez całe spotkanie. Gospodarze rozpoczęli mecz bardzo mocno. Już w 2. minucie wynik otworzył Michał Sobieski, a zaledwie dwie minuty później ten sam zawodnik ponownie trafił do siatki. RS Rebuy odpowiedziało w 7. minucie za sprawą Dawida Wesołka, ale Squadra szybko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W 15. minucie Dominik Gliszczyński podwyższył prowadzenie i Squadra schodziła na przerwę w zdecydowanie lepszych nastrojach.
Po przerwie przewaga Squadry stała się jeszcze bardziej widoczna. W 27. minucie Adrian Sosna wpisał się na listę strzelców, a następnie swoje trafienia dołożyli Bartosz Augustyniak (35' i Damian Piątkowski ( 37'), mocno przybliżając swój zespół do zwycięstwa. RS Rebuy nie zamierzało jednak odpuszczać. W 41. minucie Dawid Wesołek po raz drugi pokonał bramkarza Squadry, ale odpowiedź rywali była niemal natychmiastowa. W 43. minucie Adrian Sosna zdobył swoją drugą bramkę w spotkaniu, a chwilę później do siatki trafił Tobiasz Mądrzycki. Kropkę nad i postawił Piątkowski, który w 47. minucie zdobył swoje drugie trafienie tego dnia, czym ustalił końcowy w stosunku 9:2.
Squadra odniosła przekonujące zwycięstwo, pokazując większą jakość, skuteczność i przede wszystkim bardzo dobrą dyspozycję zespołową. Szeroka kadra pozwoliła utrzymać intensywność również w końcowych minutach, gdy RS Rebuy coraz wyraźniej odczuwało trudy spotkania. Po stronie Squadry szczególnie wyróżnili się Damian Piątkowski, Michał Sobieski i Adrian Sosna, którzy zdobyli po dwa gole. RS Rebuy odpowiedziało dubletem Dawida Wesołka, ale tego dnia było to za mało, by nawiązać równorzędną walkę z dobrze dysponowanym liderem VI Ligi Grupa A.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:SQUADRA
9
:
2
RS Rebuy
VI Liga Grupa B
Long Island od początku spotkania prezentował się konkretniej i skuteczniej, częściej zagrażając bramce Kultywatora. Goście dobrze wykorzystywali swoje sytuacje, a ich przewaga z czasem zaczęła znajdować odzwierciedlenie w wyniku. Pierwszą bramkę zdobył Jakub Songajło, który w 19. minucie otworzył wynik spotkania. Do przerwy nie zobaczyliśmy już żadnych goli, choć okazje ku temu były.
Kultywator Brzozogaj odpowiedział po przerwie — w 35. minucie do siatki trafił Wojciech Jasiak, doprowadzając do wyrównania i dając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Goście szybko jednak odzyskali prowadzenie. W 36. minucie sędzia podyktował rzut karny, a Jakub Songajło pewnym strzałem wykorzystał dziewiątkę, kompletując dublet. Chwilę później przewaga Long zaczęła się powiększać. W 41. minucie na listę strzelców wpisał się Kajetan Kalicki, a dwie minuty później Filip Poznański podwyższył na 4:1. Kultywator próbował jeszcze odpowiedzieć, ale Long Island kontrolował przebieg spotkania i był zdecydowanie konkretniejszy pod bramką. W 47. minucie Filip Poznański po raz drugi znalazł drogę do siatki, ustalając wynik na 1:5.
Long Island zasłużenie sięgnął po zwycięstwo, przede wszystkim dzięki skuteczności i bezwzględnemu wykorzystywaniu nadarzających się okazji. Kultywator potrafił odpowiedzieć po przerwie, ale końcówka należała już zdecydowanie do rywali.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Kultywator Brzozogaj
1
:
5
Long Island