
W iście angielskiej pogodzie rozegraliśmy środową serię spotkań. Tym razem na 12 potyczek odbyło się 11 spotkań, ponieważ drużyna Magiców Zenona oddała mecz walkowerem. Był to dzień po znakiem zespołów przyjezdnych, które wygrały 6 spotkań. Padły dwa remisy, a trzykrotnie górą byli gospodarze. Duże opady deszczu w pewnym stopniu miały wpływ na poziom potyczek. Zawodnicy techniczni dobrze dawali sobie radę na podmokłej nawierzchni, Ci mniej nadrabiali technikę walecznością i bieganiem, bowiem wczorajsza pogoda był niemal idealna do grania.
W I Lidze remis na własne życzenie odnotował zespół FC Kwiatowe, który podzielił się punktami z ekipą Borówiec Team. Swój pierwszy mecz w nowej rundzie rozegrała drużyna Lutni Dębiec 2022. Inauguracja nie wyszła za dobrze bowiem gospodarze ulegli Rossoneri. Goście drugi raz z rzędu odwracają losy potyczki i zdobywają decydującą bramkę w ostatniej minucie. Poziom niżej Wpip-Mardom podzielił się punktami z Drukarnią Media Connect, a SPOrT United SV w dobrym stylu odprawił z kwitkiem drużynę Leśnych Dziadków. IV Liga przyniosła nam dwie potyczki w których zwycięstwo odniosły zespoły z zerowym dorobkiem. Suchary Suchy Las Oldboys musiał uznać wyższość FC Hangover, a FC Ponalewce Poznań nie podołała graczom drużyny Słodkie Szczeniaczki. Fatalną passę w V Lidze odnotowuje ekipa Zew FC. Gospodarze ponieśli trzecią porażkę. Tym razem z drużyną Digital Bulls, która z kolei odnotowuje trzecią wygraną. Po dwa mecze każdej z grup odbyły się w VI Lidze. I tak w Grupie A, tempa nie zwalnia Squadra, która tym razem ograł FC Ochraniacze. Słabo na początku sezonu prezentuje się ekipa Fc All In. Zespół, który na wiosnę był o krok od awansu do V Ligi, znowu zszedł z boiska pokonany. Lepsi od nich okazali się zawodnicy FC Metzink. Dwa ciekawe i wyrównane boje zobaczyliśmy w Grupie B. Grzechy Pierworodne odniosły premierową wygraną, a HKS Odlew Poznań Oldboys, dzięki świetnej skuteczności Piotra Michałowskiego, pokonał Long Island.
I Liga
To że drużyna FC Kwiatowe wczoraj nie odniosła swojego pierwszego zwycięstwa w rundzie jesiennej może mieć pretensje tylko do siebie. Gospodarze prowadzili już z drużyną Borówec Team 3:0, a mimo to nie dowieźli wygranej. Goście zagrali mocno osłabieni, ale dzięki niesamowitemu Kacprowi Wareńczakowi zdołali zdobyć punkt. W pierwszej połowie przewaga FC Kwiatowe nie podlegała dyskusji i choć gra nie do końca im się układała, to ekipa zdołał trzykrotnie znaleźć drogę do bramki. Rozpoczął w 7 minucie, Adrian Bednarski. Chwilę później na 2:0 podwyższył Marcin Pawlak. Gospodarze mieli pewne prowadzenie i co najważniejsze kontrolowali grę. Poczynania ofensywne drużyny Borówiec Team oparte były głównie na Kacpru Wareńczaku, który osamotniony w swoich poczynaniach, toczył boje z dwoma a czasami trzema graczami rywala. W większości przegrywał te pojedynki, lecz były momenty że oddawał groźne strzały. W 18 minucie nienaganie grający zespół FC Kwiatowe prowadził już 3:0 i nic nie wskazywało by miało się coś zmienić w tym meczu. A jednak. Jeszcze przed przerwą Kacper zdołał zmniejszyć dystans do dwóch "oczek".
Druga połowa miał dość nieoczekiwany przebieg. Gospodarze mieli okazje bramkowe by zamknąć spotkanie. Niestety ich skuteczność pozostawał wiele do życzenia co wykorzystał przeciwnik. W 33 minucie zdobył kontaktową bramkę za sprawą Piotra Kledzika, a dwie minuty później do wyrównania doprowadził Wareńczak. Szok i niedowierzanie w szeregach drużyny FC Kwiatowe, która natychmiast przejęła inicjatywę i ruszyła do ataku. Stworzyła sobie trzy wyborne okazje z których wykorzystała jedną. W 42 minucie ponowne prowadzenie odzyskał Marcin Pawlak. Wydawało się, że gospodarze nie dadżą sobie wydrzeć wygranej. Nic z tego. Ambitnie walczący zespół Borówiec Team dopiął swego i rzutem na taśmę wyrównał. Po zagraniu Kacpra Wareńcaka, Patryk Gronek skierował piłkę do własnej bramki i to dziwne spotkanie kończy się podziałem punktów z których bardziej zadowolony może być zespół Borówiec Team.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC Kwiatowe
4
:
4
Borówiec Team
Z dużymi nadziejami do sezonu jesiennego podchodzi drużyna Lutnia Dębiec 2022, która dopiero wczoraj rozpoczęła zmagania. Ich rywalem na inaugurację był zespół Rossoneri. Mecz od pierwszych minut prowadzony był pod dyktando gospodarzy, którzy już 2 minucie powinni prowadzić, lecz niesamowitą interwencją popisał się Max Suwiczak. W kolejnych minutach Lutnia nadal miała przewagę, lecz nie umiała jej przełożyć na zdobycze bramkowe. Obrona Rossoneri, z Maxem na czele dzielnie się trzymała i za każdym razem wychodziła z opresji. Dopiero w 16 minucie nastąpiło przełamanie. Nowy zawodnik Lutni, Maciej Ziółkowski otworzył wynik rywalizacji. Nim się obejrzyliśmy było 2:0. Świetnie rozegrany rzut rożny na gola zamienił Artur Marciniak. Rossoneri znane z gry ofensywnej, tym razem w pierwszej części zbyt wielu okazji bramkowych nie mieli. Raz tylko bliski zdobycia gola był Mateusz Murawski. Do przerwy 2:0.
Zdecydowanie lepsza, a przede wszystkim obfitująca w dużą liczbę sytuacji bramkowych była druga odsłona. Już na początku gracze Lutni Dębiec powinni odskoczyć na bezpieczną przewagę bramkową, gdyż stworzyli sobie kilka super okazji bramkowych. Niestety za każdym razem albo szwankowała skuteczność, albo niesamowitymi interwencjami popisywał się Max Suwiczak, który był najjaśniejszą postacią gości. W miarę upływu czasu role na boisku zaczęły się zmieniać i to Rossoneri doszło do głosu. Goście wypracowali sobie kilka groźnych sytuacji strzelecki, lecz bramkarz Lutni był bardzo czujny. Obronił kilka trudnych piłek. Od 37 minuty nastąpił zwrot w tym spotkaniu. Wtedy to Michał Jaśkowiak dał sygnał do odrabiania strat. Sześć minut później emocje sięgnęły zenitu, gdy na listę strzelców wpisał się Adnan Zaid. Na tablicy wyników widniał remis 2:2, a nikt nie zwalniał tempa. Obie ekipy walczył o pełną pulę. Swoje szanse miała Lutnia Dębiec 2022 na zwycięstwo, ale również Rossoneri był blisko zdobycia trzeciej bramki. Ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do gości, a dokładnie Mateusza Murawskiego, który w dość ekwilibrystyczny sposób oddał strzał, po którym piłka wtoczyła się do bramki. Rossoneri wygrywa i po raz drugi z rzędu odwraca losy spotkania. Z kolei Lutnia Dębiec 2022 zwycięstwo miała już prawie w kieszeni, ale w decydującym momencie zamiast dobić rywala, dał im tlen, który obrócił się przeciwko nim.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Lutnia Dębiec 2022
2
:
3
Rossoneri
II Liga
Remisy na poziomie II Ligi pomału stają się codziennością. Tak było również w potyczce pomiędzy drużynami Wpip-Mardom i Drukarnia Media Connect. Przez całe 50 minut trwał walka na całej szerokości i długości boiska. Więcej z gry mieli goście, a to za sprawą taktyki przeciwnika, który grał mocno defensywnie. Gracze Media Connect mieli optyczną przewagę, ale ich akcje nie miały elementu zaskoczenia. Do tego dość śliska murawa utrudniała drużynie atakującej stworzenie sobie sytuacji bramkowych. Gospodarze za to konsekwentnie do ból bronili całym zespołem i tylko na desancie pozostawili Bartka Kaźmierczaka, który indywidualnym akcjami próbował zagrozić bramce rywala. Ogólnie okazji do zdobycia goli było jak na lekarstwo. Goście oddali kilka groźnych strzałów z którymi poradził sobie Tomasz Brzeziński. Mało akcji pod obiema bramkami zapowiadało że do przerwy nie zobaczymy żadnego trafienia. Nic mylnego. W ostatniej minucie, tuż przed zmianą stron, Wpip-Mardom zdobył gola. Po kontrze, odbitą pikę przez bramkarza dobił Jan Kuraszkiewicz.
Drugie 25 minut w pełni należało do gości, którzy przez cały ten czas dążyli do wyrównania. Mieli ku temu okazje, lecz nie mogli znaleźć skutecznej recepty na defensywę rywala. Przeprowadzili kilka składnych akcji, które nie przynosiły efektu. W kwestii ofensywnej gospodarze nastawili się głównie na kontry, lecz żadna z nich nie zakończyła się sukcesem. Minuty mijały a wynik 1:0 nie uległa zmianie. Wreszcie w 45 minucie Drukarnia Media Connect osiągnęła cel. Marcin Klimas dorowadził do remisu i rezultatem 1:1 zakończyła się ta pełna walki potyczka.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Wpip - Mardom
1
:
1
Drukarnia Media Connect
Dobre zawody przeciwko drużynie Leśne Dziadki rozegrał zespół SPOrT United SV. Podopieczni Yauhen Viarouka pokazali się z bardzo dobrej strony przeważając swojego rywala w kulturze gry i lepszemu przygotowaniu motorycznemu. Pierwsza połowa dość wyrównana ze wskazaniem na gospodarzy, którzy grali składniej i stworzyli sobie kilka dogodnych okazji bramkowych. Ich przeciwnik, Leśne Dziadki grające bez zmiany rzadko zagrażali bramce SPOrT United SV. Bardziej to było indywidualne akcje Krystiana Nowickiego, który był osamotniony w swoich poczynaniach. Do przerwy zobaczyliśmy tylko jedną bramkę. Po strzale z dalszej odległości na listę strzelców wpisał się Yauhen Viarouka.
Druga połowa to w większości dominacja ekipy SPOrT United SV, która swoją wyższość na rywalem potwierdziła w końcowych 10 minutach. Wcześniej gospodarze mieli okazje strzeleckie, ale bramkarz Leśnych Dziadków za każdym razem wychodził z opresji. Inna sprawa że zawodnicy gości z minuty na minutę byli coraz słabsi fizycznie przez co SPOrT United miał coraz większą przewagę. Epicentrum potyczki nastąpiło w końcowym fragmencie. Na 2:0 podwyższył Oleksi Shatalynskyi w 41 minucie. 120 sekund trafienie zaliczył Pavel Diavgo, a rezultat końcowy ustalił Alex Iskra piękny strzałem w same "okienko". Gospodarze po przerwie byli tłem drużyny i stworzyli sobie tylko jedną okazję bramkową.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:SPOrT United SV
4
:
0
Leśne Dziadki
IV Liga
Obydwie drużyny przystępowały do tego spotkania z dużym apetytem na pierwsze swoje premierowe punkty w IV lidze dlatego w myślach graczy obu drużyn widniał tylko ten jeden cel. Pierwsza bezbramkowa połowa tego pojedynku być może najlepszym dowodem tych słów nie jest ale za taki stan rzeczy w tym fragmencie gry głównie odpowiada panującą wtedy deszczowa aura która mocno płatała figla zawodnikom po obu stronach boiska.
Przerwę w tym spotkaniu lepiej wykorzystali jednak zawodnicy drużyny gości którzy już po kilku minutach drugiej połowy najszybciej dostosowali się do panujących warunków. Efektem tego były trzy zdobyte bramki na przestrzeni czterech minut których autorami byli kolejno Wiktor Kurzawski Mikołaj Plenkiewicz oraz Piotr Schedler. Gdy cztery minuty później bramkę honorową dla graczy z Suchego Lasu zdobył Maciej Iłowiecki i wydawało się że gospodarze mogą pójść za przysłowiowym ciosem. Jednak gracze gości znów w krótkim odstępie czasu przeprowadzili swój atak dywanowy który poczynił kolejne straty w postaci czterech bramek w zespole gospodarzy. Tak więc po 42 minutach gry ekipa FC Hangover prowadziła już 1-7 co zdecydowanie pozwoliło im w tym momencie wirtualnie dopisać na swoje konto w tabeli cenne trzy punkty. Natomiast na pocieszenie ambitnie walczących do końca graczy Sucharów pozostało im cieszyć się z trafienia Michała Nowaka który w 48 minucie zaliczył dla swojej drużyny drugie trafienie które ostatecznie zakończyło się wynikiem 2-7.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Suchary Suchy Las Oldboys
2
:
7
FC Hangover
Poszukujący swoich pierwszych punktów w tym sezonie gracze obu drużyn stworzyli bardzo interesujące spotkanie którego losami zwycięstwa mogliśmy się fascynować do ostatnich sekund tego pojedynku. Za nim jednak przyszło nam się cieszyć z pierwszej bramki w tym spotkaniu to przez pierwsze 23 minuty tej konfrontacji oglądaliśmy sporą dawkę męskiej walki oscylującej głównie w środkowej strefie boiska. Dopiero w 23 minucie po rzucie rożnym futbolówkę jako ostatni dotknął Maciej Szaban a ta wylądowała w okienku bramki dzięki czemu jego trafienie dało ekipie gości skromne prowadzenie które finalnie towarzyszyło obu ekipom również w przerwie tego spotkania.
60 sekund po wznowieniu gry gracze gości mieli już dwubramkową zaliczkę gdyż na listę strzelców strzałem pod poprzeczkę popisał się tym razem Jakub Mańczak. Siedem minut później wreszcie przebudzili się zawodnicy gospodarzy którzy wpierw w 33 minucie za sprawą Krzysztofa Zięby zdołali zdobyć bramkę honorową. Trafienie to ewidentnie podniosło ich morale ku górze co dwie minuty później na bramkę na 2-2 skutecznie zamienił Hubert Jeżewski. W tym momencie wydawało się że to zawodnicy FC Ponalewce pójdą po trzecie trafienie. Niestety dwie minuty później po rzucie z autu bramkę dość przypadkowo uzyskał Maciej Szaban przez co jego drużyna znów była na prowadzeniu 2-3. Taki scenariusz nie bardzo przypadł do gustu zawodnikom rywali dlatego w 39 minucie bramkę na remis 3-3 uzyskał Jakub Barłożek i tym samym kwestia zwycięstwa znów była sprawą otwartą. Końcówka meczu była bardzo intersująca gdyż żadnej z drużyn remis ten nie specjalnie przypadał do gustu lecz im dalej było w las a czasu do końca było co raz mniej to właściwie jeden punkt w tym spotkaniu nie byłby wcale taki zły. I jak się okazało w ostatniej akcji meczu szczęście uśmiechnęło się do zawodników drużyny Słodkich Szczeniaczków którzy w ostatnim strzale tego spotkania tuż przy słupku bramki zdołali zmusić bramkarza gospodarzy do kapitulacji zwyciężając ostatecznie 3-4. Tak więc komplet punktów powędrował na konto graczy gości a ekipie gospodarzy pozostał spory żal gdyż remis i pierwszy punkt był na wyciągnięcie ręki.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC Ponalewce Poznań
3
:
4
Słodkie Szczeniaczki
V Liga
Ekipa gości czyli zespół z czoła tabeli V ligi rywalizował tym razem z rywalem który plasuję się obecnie w dolnych rejonach tej ligowej rzeczywistości. Spotkanie to rozpoczęło się zgodnie z obecnie zajmowanym miejscem tych drużyn w tabeli czyli jako pierwsi na prowadzenie w 10 minucie gry wyszli zawodnicy Digital Bulls którzy to za sprawą Tymka Barwińskiego mogli się cieszyć z wyniku 0-1. Próbujący odrobić tą bramkową stratę gracze gospodarzy starali się w jakiś sposób zaskoczyć swojego rywala poprzez indywidualne próby które za pewne z czasem przyniosły by im upragniony remis. Tak by się stało gdyby nie proste błędy w wyprowadzaniu przez który ekipa gości zdołała w 18 minucie gry za sprawą Piotra Janowskiego podwyższyć swoje prowadzenie na 0-2. Przy takim też rezultacie kilka minut później obie drużyny udały się na przerwę w trakcie której towarzyszyły im ciągłe opady deszczu dzięki czemu atmosfera tego pojedynku przypominała ten rodem z Wielkiej Brytanii.
A drugą część tego widowiska rozpoczęliśmy od zdobycia przez gospodarzy bramki honorowej której w 32 minucie autorem był po precyzyjnym strzale z okolic pola karnego Krzysztof Tobis. Gdy wydawało się że gracze w niebieskich koszulkach pójdą po kolejną bramkę to 60 sekund później trafieniem na 1-3 odpowiedział raz jeszcze Piotr Janowski i dzięki temu faworyt tego spotkania znów miał dwubramkową przewagę. Jak się okazało gospodarze pozbawieni kilku zawodników swojej kadry byli tego dnia bez silni by ktokolwiek więcej mógł wpisać się na listę strzelców. Natomiast zupełnie inaczej sprawy się miały w zespole gości którzy podbudowani tym prowadzeniem jeszcze w końcówce meczu zdołali dwukrotnie pokonać bramkarza swojego rywala dzięki czemu mecz ten zakończył się zwycięstwem zawodników Digital Bulls 1-5 co w efekcie pozwoliło im w nagrodę spędzić noc na pozycji lidera V ligi.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:ZEW FC
1
:
5
Digital Bulls
VI Liga Grupa A
W deszczowej aurze FC Ochraniacze podjęło Squadrę w spotkaniu, w którym od pierwszych minut nie brakowało walki i zaangażowania. Obie drużyny dużo uwagi poświęcały rywalizacji w środku pola, przez co długo trudno było o stworzenie dogodnych sytuacji pod bramką przeciwnika. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Squadry. W 22. minucie Adam Bayraktar wykorzystał swoją okazję i otworzył wynik spotkania. Ochraniacze próbowały odpowiedzieć, ale Squadra skutecznie broniła dostępu do swojej bramki i na przerwę schodziła z jednobramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron mecz nabrał tempa. Już w 26. minucie Adam Bayraktar po raz drugi wpisał się na listę strzelców, a chwilę później, w 29. minucie, Adrian Sosna podwyższył prowadzenie Squadry do 3:0. Wydawało się, że rywale przejmują kontrolę nad spotkaniem, jednak FC Ochraniacze szybko odpowiedziało. W 31. minucie Rafał Bączkowski zdobył pierwszego gola dla swojej drużyny, a siedem minut później ponownie trafił do siatki. Dwa szybkie gole sprawiły, że przy wyniku 2:3 emocje wróciły na boisko, a Ochraniacze zaczęły mocniej naciskać. W środku pola trwała zacięta walka o każdą piłkę, a deszcz dodatkowo utrudniał obu zespołom dokładne rozegranie akcji. Squadra zachowała jednak zimną krew. W 43. minucie Adrian Sosna po raz drugi pokonał bramkarza Ochraniaczy. Waleczny i nieustępliwy zawodnik przez całe spotkanie pracował dla zespołu, a swoje zaangażowanie udokumentował dwoma trafieniami. W końcówce wynik ustalił Adam Bayraktar. W 46. minucie skompletował hat-tricka, przypieczętowując zwycięstwo Squadry 5:2. Mimo niekorzystnego wyniku FC Ochraniacze pokazało charakter, szczególnie po przerwie, kiedy dwie bramki Rafała Bączkowskiego pozwoliły złapać kontakt z rywalem. Squadra była jednak skuteczniejsza w kluczowych momentach. Adam Bayraktar z trzema golami oraz waleczny Adrian Sosna, autor dwóch trafień, poprowadzili swój zespół do zwycięstwa w trudnych, deszczowych warunkach.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC Ochraniacze
2
:
5
SQUADRA
Spotkanie FC All In z FC Metzink przyniosło sporo emocji, bramek i wydarzeń, które na długo zostaną w pamięci obu drużyn. Od pierwszych minut tempo meczu było wysokie, a oba zespoły starały się narzucić własny styl gry. Już w 8. minucie FC All In objęło prowadzenie. Do rzutu wolnego podszedł Maks Woltman, który precyzyjnym uderzeniem skierował piłkę do siatki. Metzink nie zamierzało jednak długo pozostawać w cieniu rywala. W 13. minucie Pavel Andrasiuk doprowadził do wyrównania, wykorzystując dobrą sytuację pod bramką All In. Mecz nabierał tempa z każdą kolejną minutą. W 20. minucie Michał Kuźniak trafił do siatki, dając Metzink prowadzenie. FC All In odpowiedziało błyskawicznie — minutę później ponownie dał o sobie znać Maks Woltman, który po raz drugi tego dnia perfekcyjnie wykonał rzut wolny. Dzięki jego skuteczności na tablicy wyników pojawił się remis 2:2.
W drugiej części inicjatywę coraz wyraźniej przejmował FC Metzink. W 26. minucie Borys Chmielewski zdobył bramkę, a chwilę później, w 31. minucie, Pavel Andrasiuk po raz drugi wpisał się na listę strzelców. FC All In próbowało odpowiedzieć, ale Metzink skutecznie kontrolowało wydarzenia na boisku. W 40. minucie wynik spotkania podwyższył Szymon Cyferkowski, ustalając rezultat na 5:2. Końcówka meczu przyniosła jeszcze jedno ważne wydarzenie. W 45. minucie Borys Chmielewski został ukarany czerwoną kartką za faul na zawodniku FC All In, który wychodził na czystą pozycję sam na sam z bramkarzem. Metzink musiało więc kończyć spotkanie w osłabieniu. Ostatecznie FC Metzink zwyciężyło 5:2, choć początek spotkania zapowiadał zdecydowanie bardziej wyrównaną rywalizację. FC All In dwukrotnie obejmowało lub odzyskiwało prowadzenie dzięki świetnie wykonywanym rzutom wolnym Maksa Woltmana, jednak po przerwie Metzink przejęło kontrolę nad spotkaniem i zdobyło trzy kolejne gole. Emocji nie zabrakło aż do samego końca — zwłaszcza po czerwonej kartce dla Borysa Chmielewskiego, która była mocnym akcentem końcowych minut.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Fc All In
2
:
4
FC Metzink
VI Liga Grupa B
Spotkanie Grzechów Pierworodnych z KUB United od pierwszych minut było bardzo wyrównane. Obie drużyny grały uważnie, nie chcąc zbyt szybko otworzyć się na rywala. Sporo akcji rozgrywało się w środku pola, gdzie trwała zacięta walka o każdą piłkę. Mimo kilku prób z obu stron pierwsza połowa nie przyniosła bramek, a na przerwę zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie.
Po zmianie stron tempo spotkania nieco wzrosło. W 37. minucie Grzechy Pierworodne objęły prowadzenie za sprawą Dawida Kłosińskiego, który zachował spokój w kluczowym momencie i skutecznie wykończył akcję. KUB United nie zamierzało jednak długo czekać z odpowiedzią. W 41. minucie Artem Bezumenko doprowadził do wyrównania, przywracając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Mecz ponownie zrobił się niezwykle zacięty. Obie ekipy miały swoje momenty, ale żadna nie potrafiła na dłużej przejąć pełnej kontroli nad wydarzeniami na boisku. Gdy wydawało się, że spotkanie może zakończyć się remisem, w 45. minucie ponownie błysnął Dawid Kłosiński. Zawodnik Grzechów Pierworodnych zdobył swoją drugą bramkę, przesądzając o zwycięstwie swojej drużyny. KUB United próbowało jeszcze odpowiedzieć, ale Grzechy Pierworodne dowiozły prowadzenie do końcowego gwizdka. Zawodnikiem meczu został Dawid Kłosiński, który swoimi dwoma trafieniami zrobił różnicę w niezwykle wyrównanym spotkaniu. To właśnie skuteczność w kluczowych momentach okazała się decydująca — KUB United potrafiło doprowadzić do remisu, ale Grzechy zachowały więcej zimnej krwi w końcówce i sięgnęły po zwycięstwo 2:1, które jest premierową wygraną w lidze futbolsport.pl
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Grzechy Pierworodne
2
:
1
KUB United
Końcowy wynik i zwycięstwo graczy gospodarzy przyszło zawodnikom tej drużyny w dość trudnych okolicznościach gdyż początek tego spotkania znacznie lepiej rozpoczęli zawodnicy gości czego potwierdzeniem było ich prowadzenie 0-1 w 8 minucie meczu o które zadbał autor bramki Filip Poznański. Taki scenariusz i strata jednego trafienia do swojego rywala nie spowodowała podłamania psychicznego u zawodników Odlewu co osiem minut później udowodnił dwoma trafieniami Piotr Michałowski przez co po 16 minutach gry mieliśmy już wynik 2-1. W rewanżu zespół gości już 120 sekund później odpowiedział cennym trafieniem do przerwy na 2-2 którego autorem był tym razem Kajetan Kalicki. Po zmianie stron pięć minut od wznowienia gry swoją indywidualną okazję na bramkę na 2-3 udanie sfinalizował Michał Majchrzak i dzięki temu ekipa gości znów odzyskała prowadzenie. W tym momencie wydawało się że gracze gości po odzyskaniu prowadzenia tej przewagi drugi raz już nie wypuszczą z rąk. Niestety jak się okazało grający konsekwentnie swój futbol gracze gospodarzy kilka minut później stratę tą odrobili z nawiązką ponieważ wpierw do remisu 3-3 w 39 minucie doprowadził Łukasz Wojdanowicz a dwie minuty później Piotr Michałowski po raz trzeci tego dnia trafia do bramki rywala i tym samym daję swojej drużynie prowadzenie 4-3. Podrażnione morale zawodników Long Island spowodowało że zawodnicy ci wskoczyli na jeszcze wyższy bieg co przyniosło im kilka bardzo ciekawych okazji do zdobycia bramki. Niestety zbyt mały zapas czasu i nie potrzebny pośpiech w sytuacjach podbramkowych spowodował że mecz ten ostatecznie zakończył się zwycięstwem zawodników Odlewu 4-3.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:HKS Odlew Poznań Oldboys
4
:
3
Long Island
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty