
Wprowadzenie do wtorkowej kolejki zaczniemy od nieprzyjemnego incydentu, który wydarzył się po meczu między drużynami Sami Kostka Team Kumple a FC Kapalica. Za niestosowne zachowanie, które nie będzie tolerowane w lidze siódemek futbolsport.pl, Sergiej Szum z ekipy Sami Kostka zostaje zawieszony na pięć kolejnych spotkań swojej drużyny bez możliwości odwołania się. Tyle na temat kary dyscyplinarnej, natomiast teraz skupmy się na tym co najważniejsze czyli wtorkowej serii spotkań.
Sporo się działo we wtorkowy wieczór. Na pierwszy plan wysunęła się porażka obrońcy tytułu, PLUSdo Metalmex z ekipą Niereal. Gospodarze zagrali świetne zawody i w pełni zasłużenie zgarnęli trzy punkty. Remisem zakończyło się starcie pomiędzy White sox Podolany kontra Mobipol Team. Goście prowadzili już 0:2, ale w drugiej części to zawodnicy z Podolan zdołali uratować punkt. Festiwal bramek zobaczyliśmy w meczu GSK z McKinsey&Company. Nieco skuteczniejszym zespołem okazał się GSK i to on świętował wygraną. Drugi komplet punktów zainkasował zespół PS Flower. Gospodarze słabo zaczęli potyczkę przeciwko FC Trutnie MSG bowiem przegrywali już 0:2, ale dzięki skuteczności Oskara Zaradnego wyszli z konfrontacji zwycięsko. Podziałem punktów zakończyła się spotkanie Sami Kostka Team Kumple kontra FC Kapalica. Mecz miał sporo emocji z którymi nie do końca poradzili sobie niektórzy zawodnicy. Prawdziwy koncert strzelecki w pierwszych 25 minutach zaprezentował zespół KS Volya 2, który zdemolował ekipę Olympique Poznań.
I Liga
Świetne widowisko stworzyły ekipy Nierealu oraz obecny obrońca tytułu mistrzowskiego PLUSdo Metalmex. Obie drużyny mają swoje aspiracje i na boisku od początku spotkania działo się wiele. Już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła im gola. Strzał Tymoteusza Springera odbił Paweł Sobala, na dobitkę idealnie nabiegł Przemysław Pawlak i spokojnie skierował piłkę do siatki. Chwilę później mógł być remis, ale napastnik gości przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Nierealu. W dziewiątej minucie swój dorobek bramkowy powiększył Przemysław Pawlak i było już 2:0. Tym razem przymierzył po długim rogu po szybkiej akcji swojej drużyny. PLUSdo nie zamierzał jednak pozostawać biernym uczestnikiem tego meczu. Już dwie minuty później padła kontaktowa bramka. Przed polem karnym z piłką zatańczył Marcel Malinowski i huknął z krótkiej nogi po okienku. Wymiana ciosów trwała dalej. Po kwadransie gry doskonałą okazję miał Niereal. Strzał jednego z ich zawodników zablokował w polu karnym ręką defensor gości i mieliśmy rzut karny. Z nietypowego starcia dwóch bramkarzy górą wyszedł Paweł Sobala, który wyczuł intencję strzelającego Dariusza Pawlaka i obronił to uderzenie. Goście poczuli jeszcze większą siłę. Kilka minut później Marcel Malinowski urwał się obrońcom Nierealu, wymanewrował Pawlaka i strzałem pod poprzeczkę dał swojej drużynie remis. Kluczowe dla losów meczu okazały się jednak ostatnie minuty pierwszej połowy. W nich to Niereal trafił dwukrotnie. Najpierw cudowną bramkę strzelił Radosław Bogusz, który nic sobie nie robiąc z obecności dwóch przeciwników przed sobą wziął piłkę, krótkimi zwodami wymanewrował obu i kapitalnie uderzył z dalszej odległości. Piłka otarła się jeszcze o kolejnego zawodnika gości i golkiper urzędującego mistrza ligi był kompletnie bez szans. Na tym nie koniec. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę miała miejsce kolejna udana akcja Nierealu. Tym razem idealnie w tempo piłkę dostał Tymoteusz Springer, który w sytuacji sam na sam rzadko się myli. Precyzyjny strzał i po szalonej pierwszej połowie Niereal prowadził 4:2.
Druga połowa nie przyniosła już tylu goli. Od samego początku była toczona pod dyktando gości. Niereal wrócił do swojego piłkarskiego DNA, z którego słynie od lat. Dobra organizacja gry w defensywie jest jego podstawą. PLUSdo nacierał, próbował, ale kapitalnie zachowywali się obrońcy gospodarzy. Prym wiódł Maciej Kantarek, który zablokował niezliczoną liczbę strzałów. Jeżeli jednak piłka zmierzała już w światło bramki to okazję do rehabilitacji za pudło z karnego wykorzystywał idealnie Dariusz Pawlak. Na jedenaście minut przed końcem Niereal zadał ostateczny cios. Po akcji prawym skrzydłem ponownie w sytuacji sam na sam znalazł się Springer. Ze spokojem minął rzucającego mu się pod nogi Sobalę i uszczęśliwił graczy Nierealu po raz piąty tego wieczora. Więcej goli w tym intensywnym spotkaniu nie padło. Była to świetna wizytówka najwyższego poziomu naszej ligi. Dla Nierealu to też moment warty zapamiętania. Obie ekipy spotkały się w rozgrywkach ligowych po raz piąty. Było to premierowe zwycięstwo zawodników biało-czarnych. We wcześniejszych potyczkach aż trzy razy wygrywał PLUSdo Metalmex. Raz padł bezbramkowy remis. Tym razem po raz pierwszy trzy punkty powędrowały do Nierealu, który z sześcioma punktami melduje się w górnej połowie ligowej tabeli. Ciekawostką niech będzie również fakt, że we wszystkich meczach, które rozegrał zespół PLUSdo Metalmex w lidze siódemek futbolsport.pl w składzie z Jakubem Zygarłowski, drużyna ta nie przegrała meczu. Wczoraj ta passa został przerwana po bardzo długim czasie.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Niereal
5
:
2
PLUSdo Metalmex
III Liga
Podziałem punktów zakończyło się starcie pomiędzy White sox Podolany kontra Mobipol Team. Pierwsza odsłona upłynęła pod dyktando gości, którzy mieli więcej z gry i byli lepiej zorganizowani. Mobipol lepiej wyglądał piłkarsko na tle swojego rywala, który w pierwszych 25 minutach było nieco zagubiony. Efektem dość chaotycznej gry gospodarzy był dwa błędy defensywy, które Mobipol w pełni wykorzystał. Najpierw nieporadność obrońcy przy wyprowadzeniu piłki na gola zamienił Pavlo Holtsev, a później kolejny błąd obrony wykorzystał Daniel Ziętara. W kwestii ofensywnej gracze White sox Podolany za dużo nie mieli do powiedzenia. Mobipol skutecznie bronił, a jedyną okazję na gola stworzyli w 22 minucie, kiedy to Szymon Fornalik sparował groźny strzał nad poprzeczkę.
Zdecydowanie lepsze oblicze ekipy White sox zobaczyliśmy po przerwie. Już 4 minuty po wznowieniu Dawid Dominiczak uderzył nie do obrony w same "okienko". Gospodarze uwierzyli w siebie i ruszyli do śmielszych ataków, wykorzystując słabszy moment przeciwnika. W 39 minucie osiągnęli cel i doprowadzili do wyrównania. W końcowych 10 minutach w końcu przebudzili się goście. W tym czasie stworzyli sobie cztery dogodne okazje do zdobycia gola, lecz za każdym razem albo brakowało precyzji, albo skuteczną interwencja popisywał się Bartłomiej Cichoń. Mobipol napierał i mimo sporej przewagi nie zdołał przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Mecz kończy się remisem 2:2, który dla gospodarzy jest na pewno małym rozczarowaniem. Z kolei White sox Podolany pokazali charakter i mimo niekorzystnego rezultatu zdołali wrócić do spotkania.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:White sox Podolany
2
:
2
Mobipol Team
V Liga
Obie ekipy przystępowały do tego spotkania bez porażki więc ranga tego pojedynku już od samego początku miała wysoko zawieszoną poprzeczkę. Już od samego początku w spotkanie to lepiej weszli zawodnicy gości gdyż już w 2 minucie gry bramkę po przebitce w polu karnym uzyskał Michał Kaczmarek. Prowadzenie to wprowadziło w poczynania graczy gospodarzy odrobinę braku cierpliwości i pewien element zniecierpliwienia wynikający z utrzymującego się rezultatu co jak się okazało działało na korzyść zawodników gości którzy dość niespodziewanie w 12 minucie zadali swojemu rywalowi ponowny cios w postaci bramki na 0-2 którą uzyskał Jakub Śliwa. Próbujący w pojedynkę przy wsparciu swoich doświadczonych kolegów z zespołu od samego początku tego spotkania Oskar Zaradny dopiero w 22 minucie gry znalazł sposób na pokonanie defensywy drużyny gości dzięki czemu na przerwę obie ekipy schodziły z wynikiem już tylko 1-2. Po zmianie stron i po wprowadzeniu kilku pewnych korekt w ustawieniu zawodnicy zespołu PS Flower zaprezentowali znacznie lepsze swoje oblicze czego efektem były dość szybko uzyskane dwa trafienia autorstwa Bartłomieja Cmoka oraz Oskara Zaradnego przez co już w 35 minucie gospodarze prowadzili 3-2. Taki stan rzeczy utrzymywał się do końcówki tego spotkania co powodowało że panująca na boisku gęsta atmosfera zaczęła się udzielać indywidualnym zawodnikom obu ekip. Przysłowiową kropkę nad i która rozstrzygnęła nam losy tego pojedynku postawił w 44 oraz 45 minucie dwukrotnie Oskar Zaradny i dzięki temu wszelkie kwestie zwycięstwa 5-2 zostały tym samym już przypieczętowane. Tak więc zawodnicy zespołu PS Flower z kompletem dwóch zwycięstw plasują się obecnie na drugim miejscu w tabeli V ligi.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:PS Flower
5
:
2
FC Trutnie MSG
Drugie spotkanie na środkowym placu przyniosło kibicom prawdziwy festiwal bramek. GSK i McKinsey&Company od pierwszych minut postawiły na ofensywną grę, a emocje nie opuszczały zawodników aż do końcowego gwizdka. Jako pierwsze drogę do bramki znaleźli goście. W 8. minucie prowadzenie swojej drużynie dał Koray Gunduz. GSK odpowiedziało w najlepszy możliwy sposób — już w 12. minucie do siatki trafił Chima Igbokwe, doprowadzając do wyrównania. Minutę później GSK wyszło na prowadzenie za sprawą Patryka Łukaszewskiego, a pięć minut później Patryk podwyższył na 3:1. McKinsey nie zamierzało jednak odpuszczać i w 20. minucie Antonio Garcia zmniejszył dystans do jednego "oczka". Chwilę później, w 22. minucie, Mateusz Maciaszek wykorzystał kolejną okazję i na przerwę schodziliśmy przy stanie 3:3.
Po przerwie tempo nie spadło i trwała nadal wymiana ciosów. W 30 minucie za sprawą Abraham Lamptey to goście objęli prowadzenie, jednak gospodarze tego dnia nie zamierzali odpuszczać. W przeciągu 60 sekund z wyniku 3:4 zrobiło się 5:4 po golach Maurycego Gabryś oraz niezawodnego tego dnia Patryka Łukaszewskiego. W 40. minucie Chimy Igbokwe po raz drugi wpisał się na listę strzelców, powiększając przewagę GSK. McKinsey odpowiedziało w 45 minucie, kiedy Lamptey dołożył swoje drugie trafienie. W samej końcówce GSK ponownie zaatakowało i w 47. minucie Piotr Mandrysz znalazł drogę do bramki, przypieczętowując wygraną gospodarzy. Spotkanie obfitowało w zwroty akcji, a obie drużyny pokazały dużą skuteczność pod bramką rywala o czym świadczy rezultat 7:5.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:GSK
7
:
5
McKinsey&Company
VI Liga Grupa A
W tym spotkaniu naprzeciw siebie stanęło doświadczenie patrz gospodarze i młodzieńcza fantazja patrz ekipa gości. Pojedynek ten lepiej rozpoczęli zawodnicy gospodarzy mimo iż to ich rywale przeważali na tym etapie tego spotkania pod względem dynamiki i częstotliwości przeprowadzanych okazji podbramkowych. Fakt ten jednak nie przeszkodził im w tym, by w 8 minucie tego spotkania Maciej Szymański zdołał uzyskać skromne prowadzenie 1-0 dla swojego zespołu. Wynik ten utrzymywał się przez bardzo długi czas, gdyż ekipa gości mimo swojej optycznej przewagi tego faktu nie potrafiła przełożyć na zdobycz bramkową, ponieważ dobrze funkcjonujący w defensywie gracze Sami Kostka Team Kumple bardzo precyzyjnie ataki te odpierali. Dopiero w 41 minucie bramkę dającą wyrównanie uzyskał Dominik Łukowski, który po dośrodkowaniu swojego kolegi z linii końcowej boiska zdołał piłkę tą ulokować z bliskiej odległości w bramce rywala. Po utracie tej bramki za niecenzuralne słowa skierowane w kierunku arbitra spotkania żółtą kartkę otrzymał bramkarz gospodarzy co poskutkowało tym, że ekipa ta wznowiła grę jednego zawodnika mniej. Jak się okazało ta absencja nie wpłynęła źle na graczy gospodarzy, gdyż dwie minuty później rzut karny został podyktowany na ich korzyść po drugiej stronie boiska. Pewnym egzekutorem tej jedenastki został Krzysztof Adamczak i dzięki temu gracze grający w biało czerwone pasy znów objęli prowadzenie 2-1. Niestety ten stan rzeczy utrzymał się tylko 60 sekund gdyż minutę później na strzał z dalszej odległości zdecydował się Dawid Wechta. Piłka przez niego uderzona sprawiła dużo problemów bramkarzowi gospodarzy który po nie najlepszej interwencji został zmuszony do kapitulacji przez co w 44 minucie mieliśmy znów wynik 2-2. Temperatura tego spotkania rosła z każdą minutą przez co wynik tej potyczki już nie uległ zmianie. Ostatecznie mecz ten zakończył się podziałem punktów co z przekroju całego spotkania wydaje się być sprawiedliwym rezultatem.
Niestety po zakończonym spotkaniu w momencie gdy zawodnicy obu drużyn tradycyjnie dziękują sobie za sportową rywalizację zawodnik gospodarzy Sergiej Szum dopuścił się czynu, który w naszej lidze jest kategorycznie nie dopuszczalny przez co zawodnik ten został ukarany absencją w 5 kolejnych spotkaniach swojego zespołu.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Sami Kostka Team Kumple
2
:
2
FC Kapalica
Pierwszy mecz na Boisku B rozpoczął się od mocnego uderzenia ze strony KS Volya. Już w 1. minucie na listę strzelców wpisał się Mykola Dembitskyi, który szybko otworzył wynik spotkania. KS Volya poszła za ciosem Dembitskyi ponownie trafił w 3, 4. i 6. minucie, kompletując cztery trafienia już na początku meczu. W 11. minucie do głosu doszedł Dmytro Dymitruk, który również wpisał się na listę strzelców. Dwie minuty później, w 13. minucie, bramkę zdobył Mykola Tytarenko. Spotkanie nabierało tempa, a goście konsekwentnie powiększali swoją przewagę. W 22. minucie kolejne trafienie dołożył Dmytro Feida, natomiast w 25. minucie ponownie skuteczny był Dembitskyi. W tej samej minucie 9 trafienie zaliczył jeszcze Dmytro Vasyliew, potwierdzają dominację KS Volya i koncertową grę do przerwy.
Po zmianie stron emocje nieco opadły. Gości nie forsowali już tak tempa, natomiast Olympique Poznań szukał honorowej bramki. Ta sztuka udała im się w 30 minucie po golu Wojciecha Napierały. W kolejnych minutach dużo było walki w środku pola. Były okazje na kolejne bramki lecz zawodziła skuteczność. Volya 2 zadowolona z wysokiego prowadzenia po przerwie zdobyła tylko jedną bramkę, pod koniec meczu, a ta część zakończyła się remisowo. Goście zaprezentowali bardzo dużą skuteczność, a Dembitskyi z pięcioma trafieniami został najskuteczniejszym zawodnikiem meczu.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Olympique Poznań
1
:
10
KS Volya 2
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty