Po raz kolejny środa przynosi nam wiele zaskakujących wyników, które biorąc pod uwagę fakt że sezon wiosenny wszedł w decydującą fazę mają bardzo istotne znaczenie dla układu tabel. Wczoraj padło pierwsze rozstrzygnięcie. Na dwie kolejki przed zakończeniem rundy, zgodnie z przewidywaniami mistrzem IV Ligi został zespół Wolves Team po zwycięstwie nad Kopaczami. Ekipa ukraińska z super snajperem Oleksandr Moroz w pełni zdominował czwarto ligowe zmagania i zasłużenie je wygrał. W I Lidze z trzech potyczek odbył się dwie. Niereal grał z Witaminowymi Ancymonami, natomiast rywalem Whiskonzy był zespół PLUSdo Metalmex. Podopieczni Darka Pawlaka w końcu zagrali kompletne spotkanie i dzięki świetnej skuteczności Tymoteusza Springera zainkasowali trzy punkty. Z kolei ciężką przeprawę miał wicelider, zespół PLUSdo Metalmex, który na końcowy sukces przeciwko ekipie Whiskonzy musiał się sporo napocić. Gospodarze, choć są w strefie spadkowej, pokazali się po raz kolejny z bardzo dobrej strony i wysoko postawili poprzeczkę wyżej notowanej drużynie. Sporo się działo w II Lidze, gdzie trzy mecze zakończyły się w stosunku 3:2. Na górze tabeli trwa zażarta walka o podium między czterema ekipami. Po wczorajszej kolejce sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała bowiem pierwszej porażki doznał zespół Rossoneri. Lider musiał uznać wyższość ekipy SPOrT United SV, który włączył się do gry o czołowe lokaty. Nie popisał się również wicelider, zespół Borówiec Team, który doznał drugiej porażki z rzędu. Tym razem lepszą drużyną od klanu Kledzików okazała się FC Bavaria Prime. Ciekawie jest również w strefie spadkowej, gdzie praktycznie do 7 miejsca sytuacja jest niepewna. Z walki o pozostanie na drugim poziomie nie rezygnuje turecka Anatolia FC. Co prawda ekipa z nad Bosforu ma matematyczne szanse na utrzymanie, ale póki są to walczy i potwierdziła to w potyczce przeciwko drużynie FlexLink, którą pokonała po zaciętym boju. Swoje szansy objęcia pozycji lidera w III dywizji nie wykorzystała drużyna Zmarnowanych Talentów, która nieoczekiwanie uległa broniącemu się przed spadkiem zespołowi Canvas Logistics. Czwarta liga ma już swojego mistrza, natomiast coraz bliżej zajęcia drugiej lokaty premiowanej promocją do III Ligi jest zespół How Many Times. Stało się to za sprawą dwóch rzeczy. Pierwsza to porażki doznał najgroźniejszy rywal do awansu zespół FC Hangover, który po wyrównanym boju musiał uznać wyższość ekipy Eagles FC. Druga to zwycięstwo How Many nad FC Acustico, dzięki któremu zespół jest już o krok od wicemistrzostwa. Na przeciwległym biegunie zapunktowała Lutnia Due 2022. Gospodarze pokonali drużynę Są gorsi i oddalili się od strefy spadkowej. W jedynym meczu V Ligi, Techniczni Fantaści zdołali po przerwie odwrócić losy potyczki w konfrontacji przeciwko Zew FC i dzięki temu odnieśli trzecie zwycięstwo w rundzie wiosennej.
W kwestii statystyk tym razem nieznacznie lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali sześć spotkań. Drużyny przyjezdne pięciokrotnie triumfowali. Nie padł żaden remis.
I Liga
Po serii słabszych wyników i pechowych porażek w końcu przebudził się Niereal. W spotkaniu z Witaminowymi Ancymonami okazał się zdecydowanie bardziej konkretny i pewnie zainkasował komplet punktów. Początek spotkania jednak dla gości, którzy oddali pierwsze dwa strzały na bramkę. Jednak już w trzeciej minucie Nierealni wyszli na prowadzenie. Szybki kontratak został zakończony pewnym strzałem w krótki róg przez najlepszego strzelca drużyny Tymoteusza Springera. Kilka minut później świetną akcją pod bramką popisał się Przemysław Pawlak, który najpierw przerzucił piłkę nad wychodzącym bramkarzem a potem ze spokojem wpakował ją do siatki i było 2:0. Niereal jednak w tym sezonie lubi rozdawać prezenty. Nie inaczej było tym razem. W 12. Minucie Jan Boruń oddał słaby strzał w stronę bramki Dariusza Pawlaka. Ten jednak nie wiedzieć czemu zapomniał złapać piłki… i goście mieli swojego pierwszego gola. Kilkadziesiąt sekund później gospodarze prowadzili ponownie dwoma golami. Indywidualną akcję na gola zamienił Springer. Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy przewaga Nierealu ponownie zmalała do jednego trafienia. Długą piłkę w pole karne zagrał Marcin Grabarz a Adrian Klemczak popisał się kapitalnym strzałem głową. Szkoda tylko, że zaskoczył tym uderzeniem swojego golkipera. Wymianę ciosów z pierwszej połowy zakończył jednak defensor Nierealu Marek Szafran, który wykończył kolejną szybką akcję swojej drużyny.
Druga część spotkania nie była już tak szalona. Niereal w końcu zwarł szyki w defensywie i przestał sam sobie stwarzać zagrożenie. W ataku natomiast w dalszym ciągu miał sporo do zaoferowania. Wyprowadzane w szybkim tempie ataki siały raz za razem postrach pod bramką Ancymonów. Po trzech minutach od wznowienia gry piękna akcja, rozegranie piłki jak po sznurku i w sytuacji sam na sam precyzyjnym wykończeniem popisał się Przemysław Pawlak. Od tego momentu gospodarze zaczęli grać bardzo mądrze i kontrolowali zupełnie przebieg meczu. Długie posiadanie piłki i poszukiwanie kolejnych goli – tak wyglądała praktycznie do samego końca druga połowa. Dwa ostatnie gole dołożył Tymoteusz Springer który wyrasta na mocnego kandydata do korony króla strzelców w tym sezonie. Jego licznik w tym momencie wskazuje dziewiętnaście goli, a to zapewne nie jego ostatnie słowo. Ostatecznie Niereal zwyciężył 7:2. Po tym spotkaniu obie drużyny są sąsiadami w środkowej strefie ligowej tabeli, w dorobku posiadają po piętnaście punktów.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Niereal
7
:
2
Witaminowe Ancymony
Choć obie drużyny w ligowej tabeli dzieli przepaść to mecz pomiędzy Whiskonzy a PLUSdo Metalmex był niezwykle zacięty i wyrównany. Oba zespoły mają różne cele w obecnym sezonie. Whiskonzy jako bemiaminek walczy o utrzymanie, natomiast PLUSdo nadal się liczy w grze o mistrzostwo I Ligi. Potyczka jeszcze raz potwierdziła tezę, że w najwyższej klasie rozgrywkowej nie ma słabych drużyn i każdy może wygrać z każdym. Pierwsza połowa mocno zamknięta. Akcji podbramkowych był jak na lekarstwo, a sytuacji na zdobycia goli jeszcze mniej. Oba zespoły świetnie broniły i dobrze wyglądały pod względem fizycznym i biegowym. Praktycznie zespoły stworzyły sobie po jednej dogodnej okazji. Gospodarze oddali groźny strzał po którym Paweł Sobala stanął na wysokości zadania, natomiast wicelider zdobył bramkę po samobójczym trafieniu tuż przed przerwą.
Zdecydowanie bardziej widowiskowa i otwarta była druga część. Whiskonzy śmielej zaczęli atakować i kilka razy stworzyli sobie pozycje strzeleckie. Po jednej z nich padło wyrównanie. W 31 minucie Adrian Maszner przypieczętował dobry okres gry gospodarzy. Niestety na ich niekorzyść remis trwał zaledwie 60 sekund. Po rzucie rożnym, pięknym strzałem popisał się Elisza Szymański i goście odzyskali prowadzenie. Stracony gol nie zniechęcił Whiskonzy, którzy przejęli inicjatywę. Jednak zamiast odrabiać straty stracili trzecią bramkę. Maciej Puk wygrał pojedynek siłowy z Szymonem Sowałą i nie dał szans Darkowi Pisarczykowi. Gospodarze mimo straty dwóch "oczek" walczyli dalej, a że gra im się układała zdołali w 46 minucie za sprawą Radosława Majewskiego zmnieszyć dystans do jednej bramki. Koncówa emocjonująca nie zmieniła rezultatu i mimo dobrej gry Whiskonzy musiało się pogodzić z porażką.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Whiskonzy
2
:
3
PLUSdo Metalmex
II Liga
Pojedynek dwóch drużyn z dolnych rejonów tabeli II ligi rozpoczął się teoretycznie zgodnie z przewidywaniami, gdyż już w 5 minucie tego meczu po błędzie bramkarza gospodarzy bramkę na 0-1 uzyskał Michał Dąbrowski i tym samym goście objęli szybkie prowadzenie. Gdy wydawało się że gracze gości pójdą po kolejne bramki to na tym etapie tego spotkania dość niespodziewanie kwadrans później odpowiedzieli gospodarze a dokładniej Burak Kocak dzięki czemu w ogólnym rozrachunku pierwsza część tego spotkania zakończyła się wynikiem 1-1.
Bramka wyrównująca zadziałała pozytywnie na grę zawodników z nad Bosforu ponieważ już na początku drugiej części meczu w 32 minucie Burak Kocak strzałem z ostrego kąta trafia po raz drugi do siatki rywala przez co ekipa Anatoli FC objęła prowadzenie 2-1. Taki scenariusz był mocno w niesmak zawodnikom drużyny podopiecznych Emila Tomczyka którzy podrażnieni tym faktem od razu ruszyli po wyrównanie. Upragniona bramka wyrównująca dla ekipy gości wpadła pięć minut później a jej autorem był tym razem Krzysztof Waliszewski który ku uciesze swoich kolegów z zespołu skutecznie sfinalizował swoją okazję podbramkową. Wynik 2-2 nie zadawalał żadnej z ekip a już najbardziej graczy z Turcji dla których kolejna strata punktów odbierała im już matematyczne szanse na utrzymanie. I tak o to w 40 minucie gry nie wiedząc czemu gracze gości wyprowadzili akcję w której zapomnieli zabezpieczyć swoją defensywę gdzie na szybką akcję zwrotną czekał Efe Demir. Zawodnik ten otrzymał futbolówkę na połowie boiska i w pośpiechu pobiegł w kierunku bramkarza gości gdzie po chwili stając z nim w sytuacji sam na sam precyzyjnym strzałem uzyskał ponowne prowadzenie 3-2. Końcówka meczu była bardzo emocjonująca gdyż obydwie drużyny włożyły w to spotkanie sporo siły. Ostatecznie w tym spotkaniu nie zobaczyliśmy już więcej bramek dlatego pojedynek ten zakończył się wynikiem 3-2 i dzięki temu gracze z Anatoli FC utrzymują matematyczne szanse na utrzymanie w II lidze.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Anatolia FC
3
:
2
FlexLink
Spotkanie tych dwóch drużyn z czołówki tabeli II ligi był długo oczekiwanym pojedynkiem na tym poziomie rozgrywkowym gdyż jedni i drudzy posiadają sporo jakości dzięki której ich pozycja w tabeli nie powinna nikogo dziwić. Obie ekipy rozpoczęły to spotkanie z dużym szacunkiem do rywala przez co czystych sytuacji pod bramkowych nie uraczyliśmy zbyt wiele. Minimalnie w spotkanie to lepiej weszli gracze gospodarzy więc dzięki temu to oni jako pierwsi rozpoczęli strzelanie w tej konfrontacji. Pierwsza bramka padła dla ekipy gospodarzy w 17 minucie gdzie dość szczęśliwym strzelcem bramki na 1-0 był Oleksii Shatalynsky. Ten sam zawodnik dwie minuty później raz jeszcze zmusił bramkarza rywala do kapitulacji przez co w 19 minucie ekipa podopiecznych Yauhena Viarouki prowadziła dość niespodziewanie 2-0. Taki scenariusz to dla graczy gości w tym sezonie nowe doświadczenie gdyż zespół ten w każdym ze swoich spotkań był stroną dominującą tak więc udając się chwilę później na przerwę przy wyniku 2-0 gracze ci mieli sobie sporo do powiedzenia.
Druga część tego spotkania to już inne oblicze graczy gości którzy żadni zmiany przebiegu tego widowiska konsekwentnie próbowali przechytrzyć szczelną na ogół tego dnia defensywę rywala. I tak o to w 34 minucie tego spotkania Adnan Zaid rajdem bokiem boiska zdołał skutecznie umieścić futbolówkę w bramce rywala dzięki czemu ekipa Rossoneri traciła już tylko jedną bramkę do swojego rywala. Upływające minuty podgrzewały temperaturę tego widowiska gdyż grający za ciosem gracze gości angażowali do ofensywy co raz więcej sił oraz więcej graczy przez co gospodarze mogli groźnie ich kontratakować. I tak o to w samej końcówce meczu w 47 minucie ekipa gospodarzy zdołała powiększyć swoje prowadzenie na 3-1 ponieważ bramkę strzałem po ziemi obok interweniującego bramkarza uzyskał Taras Skliaruk. Kilka sekund później sędzia zawodów ukarał żółtym kartonikiem jednego z graczy gospodarzy co dla tak doświadczonego rywala jakim jest zespół Rossoneri brzmiało niczym jak zaproszenie do strzelenia bramki. I chwilę później Jakub Budych swoją okazję wykorzystał bez zająknięcia przez co w 49 minucie mieliśmy wynik 3-2. Ostatnie sekundy nie przyniosły już więcej bramek tak więc pierwsza porażka w sezonie graczy Rossoneri stała się faktem.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:SPOrT United SV
3
:
2
Rossoneri
Bez swojego najlepszego strzelca którym jest Kacper Wareńczak ekipa Borówiec Team doznała drugiej porażki z rzędu co w dotychczasowej przeszłości tej drużyny stanowi dość rzadko spotykany przypadek. Obydwie drużyny dość ostrożnie rozpoczęły to spotkanie dbając głównie o to by nie stracić już w pierwszych minutach tego pojedynku jakiejś przypadkowej bramki. Taki scenariusz obowiązywał przez jakieś 10 minut gdyż minutę później bramkę dającą prowadzenie gości 0-1 uzyskał Daniil Butenko. W tej części spotkania już nie uraczyliśmy więcej bramek w czym duża zasługa dobrze interweniujących bramkarzy obu drużyn którzy swoimi skutecznymi paradami potwierdzali tylko tego dnia swoją dobrą dyspozycję.
Po zmianie stron obie ekipy w dalszym ciągu uważne w swoich poczynaniach starały się wpierw nie popełnić błędu w defensywie a następnie jakimś sprytnym sposobem skutecznie zaskoczyć swojego rywala. Po jednej z takich prób w 37 minucie gry Volodymyr Shevchenko podwyższa prowadzenie swojego zespołu na 0-2 czym mocno ucieszył swoich kolegów z zespołu. Niestety dla graczy gości 60 sekund później Bartosz Kledzik zmniejsza rezultat tej konfrontacji na 1-2 i tym samym ekipa gości nie może być pewna wciąż zwycięstwa w tym spotkaniu. Siedem minut później jednak gracze gospodarzy łapią bramkowy remis gdyż do siatki rywala na 2-2 trafił Piotr Kledzik. Końcówka tego spotkania i wynik remisowy zapowiada nam sporo emocji gdyż obie drużyny mają dużą chrapkę na zgarnięcie pełnej puli na finiszu tego pojedynku. Jak się okazało tą zwycięską akcję zdołali w 47 minucie gry przeprowadzić zawodnicy FC Bavaria Prime którzy za sprawą dużego spokoju Daniilo Butenki w polu karnym rywala mogli się po chwili cieszyć ze zdobycia bramki dającej im prowadzenie 2-3. Widmo porażki wśród graczy gospodarzy zmusił ich w samej końcówce do ostrego zrywu który jak się okazało nie przyniósł im już wyrównania. Tak więc druga porażka z rzędu graczy z Borówca stała się faktem i tym samym końcówka sezonu dla graczy tej drużyny zapowiada się bardzo emocjonująco.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Borówiec Team
2
:
3
FC Bavaria Prime
III Liga
To miał być atak na pozycję lidera, a skończyło się fatalnie. Mowa o drużynie Zmarnowanych Talentów, której rywalem był przedostatni zespół III ligi, Canvas Logistics. Gospodarze w przypadku wygranej wskakiwali na pierwsze miejsce, natomiast Canvas aby myśleć o utrzymaniu to spotkanie musiał wygrać. Różnica w tabeli między ekipami jest ogromna, jednak na boisku nie było to widoczne. Początek imponujący. Prowadzenie dla gości zdobył już w 2 minucie Szymon Grodzki. Wyrównał 60 sekund później Piotr Golon. W kolejnych minutach optyczną przewagę mieli gospodarze, jednak defensywa Canvas sprawowała się bez zarzutu. W miarę upływu czasu do głosu zaczął dochodzić zespół gości czego efektem był gol zdobyty przez Szymona Grodzkiego w 14 minucie. Do przerwy niedowierzanie w szeregach Zmarnownaych, którzy przegrywali 1:2.
Druga połowa zaczęła się od intensywnych ataków gospodarzy, którzy stworzyli sobie trzy dogodne okazje do wyrównania. Tak się jednak nie stało. Canvas Logistics przetrzymał napór przeciwnika i od 34 minuty zaczął kąsać swojego rywala. Na 1:3 podwyższył Adam Wyszomierski. Zmarnowane Talenty próbowały odrabiać straty i z jeszcze większą mocą zwiększali swoje ataki, jednak kontry gości były zabójcze. Imponujące był okres miedzy 39 a 42 minutą, kiedy to Canvas zdobył trzy bramki, a Zmarnowane odpowiedziały zaledwie jednym "oczkiem". Przy stanie 2:6, Canvas nieco się wycofał i oddał pole rywalowi. Talenty miały przewagę, jednak zdołali zdobyć tylko jedną bramkę. Jacek Kopaniarz w 46 minucie zmniejszył dystans do trzech "oczek" lecz to było wszystko na co w tym dniu było stać Zmarnowane Talenty. Sensacja stał się faktem. Zmarnowane Talenty zmarnowały ogormną okazję na objęcie prowadzenia, natomiast Canvas Logistics podtrzymał szansę na pozostanie w III Lidze.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Zmarnowane Talenty
3
:
6
Canvas Logistics
IV Liga
Zawodnicy Wolves Team byli faworytem do zwycięstwa w tym spotkaniu i jak się okazało z tej roli wywiązali się bardzo dobrze gdyż bez większego nakładu sił pokonali oni niżej notowany zespół Kopaczy 0-7. Dodatkowym aspektem tego pojedynku był fakt iż ich ewentualne zwycięstwo w tym spotkaniu dawało tej ekipie tytuł mistrzowski w IV lidze na dwie kolejki przed zakończeniem ich zmagań w tym sezonie. Wracając jednak do boiskowych wydarzeń to spotkanie to nie miało większej dramaturgii. Od początku tego pojedynku gracze gości prowadzili swoją grę w której to ich rywal głównie starał się im tylko przeszkadzać próbując od czasu do czasu zainicjować jakąś groźną akcję po przeciwnej stronie boiska. Dobra dyspozycja strzelecka Oleksandra Moroza pozwoliła temu zawodnikowi dołożyć do swojego konta kolejne pięć trafień które w ogólnym rozrachunku było jego już 55 trafieniem w tym sezonie.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Kopacze
0
:
7
Wolves Team
Potyczka pomiędzy Lutnie Due 2022 a Są Gorsi nie należało do najbardziej widowiskowych, ale gospodarze przez większość meczu kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Obie drużyny miały swoje okazje, jednak to Lutnie Due 2022 wykazało się większą skutecznością pod bramką rywali. Pierwsza połowa była dość wyrównana i nie obfitowała w wiele klarownych sytuacji. Przełamanie nastąpiło w 21. minucie, kiedy Kacper Szymański znalazł sposób na pokonanie bramkarza zespołu Są Gorsi i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Jak się później okazało, było to jedyne trafienie przed przerwą, po której Lutnie Due 2022 prowadziło 1:0.
W drugiej części zespół Są Gorsi próbował odrobić straty, jednak defensywa rywali spisywała się bez zarzutu. Decydujący cios padł w 41. minucie. Wojciech Fieduk wykorzystał swoją szansę i podwyższył prowadzenie Lutni Due 2022 na 2:0, praktycznie przesądzając o losach meczu. Do końca potyczki wynik nie uległ już zmianie. Lutnie Due 2022 odniosło zwycięstwo 2:0, a kluczem do sukcesu była skuteczność w najważniejszych momentach oraz zachowanie czystego konta. Dzięki wygranej gospodarze odskoczyli od strefy spadkowej.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Lutnia Due 2022
2
:
0
Są gorsi
Spotkanie Eagles FC kontra FC Hangover było jednym z najbardziej emocjonujących meczów kolejki. Kibice oglądali aż dziewięć bramek, liczne zwroty akcji i walkę o zwycięstwo do ostatnich sekund. Mecz lepiej rozpoczęli zawodnicy Eagels FC. Już w 6. minucie Dawid Dzikowicz wykorzystał swoją okazję i otworzył wynik spotkania. Gospodarze nie cieszyli się jednak długo z prowadzenia. W 12. minucie do wyrównania doprowadził Wiktor Kurzawski, który skutecznie zakończył jedną z ofensywnych akcji FC Hangover. Goście poszli za ciosem i trzy minuty później objęli prowadzenie. W 15. minucie na listę strzelców wpisał się Piotr Schedler, dając swojej drużynie wynik 2:1. Eagels FC szybko odpowiedziało. W 19. minucie Jakub Kuzio doprowadził do remisu 2:2, wykorzystując błąd defensywy przeciwników. Wymiana ciosów trwała jednak w najlepsze. Zaledwie minutę później Piotr Schedler zdobył swoją drugą bramkę w meczu i ponownie wyprowadził FC Hangover na prowadzenie. Ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do gospodarzy. W 22. minucie Bartosz Siatkowski doprowadził do stanu 3:3 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Po zmianie stron tempo gry nieco spadło, ale emocji nadal nie brakowało. Obie drużyny szukały zwycięskiego trafienia, a gra często przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. W 38. minucie Eagels FC ponownie objęło prowadzenie. Jakub Kuzio zdobył swoją drugą bramkę w meczu i gospodarze prowadzili 4:3. FC Hangover nie zamierzało jednak składać broni. W 42. minucie również dublet skompletował Wiktor Kurzawski, doprowadzając do remisu 4:4. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, decydujący cios zadali gospodarze. W 48. minucie Kacper Zarabski zachował najwięcej zimnej krwi pod bramką rywali i zdobył gola na 5:4. Końcówka była nerwowa, ale Eagels FC zdołało utrzymać prowadzenie do ostatniego gwizdka. Dzięki skuteczności w kluczowych momentach gospodarze sięgnęli po komplet punktów po niezwykle zaciętym i widowiskowym spotkaniu.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:EAGLES FC
5
:
4
FC Hangover
To było bardzo ważne zwycięstwo drużyny How Many Times w kontekście walki o awans do III Lig. Gospodarze wykorzystali potknięcie ekipy FC Hangover i pokonali w dobrym stylu FC Acustico. Już w 5. minucie wynik otworzył Olivier Okarmus, który skutecznym wykończeniem akcji dał swojej ekipie prowadzenie 1:0, a trzy minuty później dołożył drugą bramkę. FC Acustico odpowiedziało w 12. minucie, gdy do siatki trafił Wiktor Ławicki. W 25. minucie, Nika Kvekveskiri podwyższył na 3:1 uderzając niesamowicie z rzutu wolnego w same "okienko' z kilkunastu metrów. Taki rezultat utrzymał się do końca pierwszych 25 minut.
W drugiej odsłonie How Many Times nie zamierzało bronić wyniku. W 30. minucie Olivier Okarmus skompletował hat-tricka, podwyższając na 4:1. FC Acustico próbowało wrócić do gry i w 35. minucie Mateusz Motylewski zmniejszył straty do dwóch bramek. Nadzieje rywali szybko zostały jednak rozwiane. Zaledwie dwie minuty później, w 37. minucie, Okarmus zdobył swoją czwartą bramkę w meczu. Gdy w 44. minucie Mikołaj Plenkiewicz wykorzystał kolejną okazję i podwyższył na 6:2, losy spotkania były już przesądzone. Wynik ustalił niezawodny tego dnia Olivier Okarmus, trafiając w 46. minucie po raz piąty. How Many Times przez większość meczu kontrolowało wydarzenia na boisku, imponując skutecznością i konsekwencją w ataku. FC Acustico miało swoje momenty, jednak nie było w stanie powstrzymać znakomicie dysponowanego Okarmusa, który został bezsprzecznie bohaterem spotkania.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:How Many Times
7
:
2
FC Acustico
V Liga
Konfrontacja nie była rozgrywana w szybkim tempie, a o wyniku w dużej mierze decydowały błędy popełniane przez obie drużyny. Pierwszą połowę Techniczni Fantaści musieli rozgrywać w osłabieniu, mając na boisku jednego zawodnika mniej. Lepiej mecz rozpoczął ZEW FC. W 13. minucie wynik otworzyłDawid Pawlikowski, a dwie minuty później ten sam zawodnik ponownie pokonał bramkarza rywali, podwyższając prowadzenie na 2:0. Techniczni mimo gry w osłabieniu nie zamierzali się poddawać. W 17. minucie kontaktowego gola zdobył Jakub Mańczak, a minutę później do wyrównania doprowadził Wojciech Remblewski. Jeszcze przed przerwą ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. W 20. minucie Jakub Borowiak wykorzystał błąd przeciwników i ustalił wynik pierwszej połowy na 3:2.
Po zmianie stron Techniczni Fantaści wrócili do gry w pełnym składzie i szybko zaczęli przejmować inicjatywę. W 28. minucie Remblewski zdobył swoją drugą bramkę, doprowadzając do remisu 3:3. Z każdą minutą przewaga gości rosła. W 34. minucie Mańczak skompletował dublet i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Kolejne trafienie dołożył w 38. minucie Bartosz Szczęsny, a wynik spotkania ustalił Kacper Pawłowski w 47. minucie. Choć ZEW FC prowadził do przerwy 3:2, po zmianie stron przewaga liczebna przestała mieć znaczenie. Grający już w komplecie Techniczni Fantaści zdominowali drugą połowę, skutecznie wykorzystując błędy rywali i odwracając losy meczu, wygrywając 3:6.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:ZEW FC
3
:
6
Techniczni Fantaści
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty