
No to ruszyliśmy z kolejnym tygodniem ligi siódemek futbolsport.pl. Poniedziałek przywitał nas deszczową pogodą, choć trzeba przyznać, że warunki do gry było dobre. W I Lidze po porażce i remisie wigor odzyskał WKS TOPMET Light, który po niesamowitej końcówce pierwszej połowy pokonał obrońcę tytułu, drużynę FC To The Top. Niesamowity wynik padł w meczu pomiędzy Borówiec Team a Kremiki. Po końcowym gwizdku padł remis 7:7 co jest rzadko spotykanym rezultatem. Dwie potyczki odbył się na drugo ligowym poziomie. White sox Podolany podejmował Magików Zenona. Gospodarze zagrali poniżej oczekiwań i po raz piąty w sezonie wiosennym musieli przełknąć gorycz porażki. Druga potyczka to konfrontacja Union Kiekrz kontra Canvas Logistics. Spotkanie prowadzone w intensywnym tempie padło łupem Unionu, który w tym meczu miał więcej argumentów ofensywnych. Na koniec IV Liga i godna polecenia postawa drużyny Są gorsi, która mimo pełnego składu i trzech rezerwowych na ławce, pierwszą połowę przeciwko Wczorajszym zagrał jednego zawodnika mniej z racji braków kadrowych u przeciwnika. Co ciekawe w niepełnych składach goście prowadzili do przerwy 0:2, ale już w grze 7 na 7 lepsi okazali się gospodarze, którzy odwrócili losy potyczki i wygrali 3:2.
I Liga
Po dwóch słabszych spotkaniach pod względem wyników, wigor odzyskał zespół WKS TOPMET Light, który pokonał obrońcę tytułu, ekipę FC To The Top. Pierwsze 25 minut miało dość wyrównany przebieg do 18 minuty. Prowadzenie dla gości uzyskał już w 5 minucie Anton Kutsenko. Wyrównał 120 sekund później Dawid Litka. W dalszej części obie drużyny miały swoje okazje bramkowe lecz zawodziła skuteczność. Dopiero od 18 minuty zobaczyliśmy prawdziwy festiwal strzelecki w wykonaniu gospodarzy. Było to siedem minut, które wstrząsnęło drużyną FC To The Top. Rozpoczął Dawid Litka, który w przeciągu dwóch minut dwukrotnie znalazł drogę do siatki. Co prawda w 22 minucie Kutsenko zaliczył swoje drugie trafienie, lecz kolejne bramki były już autorstwa zawodników Wybrzeża. Dwukrotnie Adrian Cebula i raz Mateusz Trybek spowodowały, że na przerwę schodziliśmy przy stanie 6:2.
Druga część zaczęła się od karnego dla gospodarzy. Niestety Dawid Litka spudłował i wynik nie uległ zmianie. Od tego momentu goście przejęli inicjatywę, a WKS TOPMET mocno się wycofał i postanowił popracować nad swoją grą obronną. Wychodziło im to bardzo dobrze bowiem FC To The Top prócz tego że miał większe posiada piłki to nie umiał sobie stworzyć czystej okazji. Oddawał strzały z daleka, jednak albo nie dochodziły celu, albo były blokowane. I tak w większości wyglądała druga połowa. FC To The Top atakował jednak bez pomysłu, natomiast Wybrzeże mocno i skutecznie się broniło. Im bliżej końca potyczki tym bardziej goście stawali się nerwowi bowiem nic im nie chciało wejść. Z kolei lider I Ligi jak wytrwany mistrz, odpierał ataki rywala i w końcowym fragmencie wyprowadzał kontry. Jedna z nich zakończyła się golem Oliwiera Pytlaka i mecz kończy się rezultatem 7:2.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:WKS TOPMET Light
7
:
2
FC To The Top
II Liga
Spotkanie o dwóch różnych połowach zaprezentowały nam w tym pojedynku te obie drużyny gdzie finalnie pojedynek ten zakończył się dość niespodziewanym remisem. Pierwsza część tego spotkania na korzyść graczy z Borówca którzy od samego początku dobrze weszli w ten pojedynek. Efektem tego było dwubramkowe prowadzenie graczy gospodarzy w 9 minucie gry w czym swoją zasługę mieli strzelcy obu bramek czyli Kacper Wareńczak oraz Bartosz Kledzik. Na odpowiedz graczy gości przyszło nam poczekać do 10 minuty gdyż wtedy to sprytnie w polu karnym gospodarzy zachował się Grzegorz Gunia i dzięki temu Kremiki przegrywały już tylko 2-1. Utrata bramki kontaktowej podrażniła ego graczy gospodarzy co w kolejnych minutach gry przełożyło się na ich kolejne trafienia. I tak w 15 minucie Kacper Wareńczak trafia na 3-1 a w minucie 19 po raz pierwszy do siatki rywala trafił Ryszard Barszcz co w efekcie pozwoliło tej drużynie odskoczyć na bezpieczny wynik 4-1. W końcówce pierwszej części meczu z perspektywy wydarzeń z drugiej połowy wydaję się że bardzo ważną bramkę zdołał trafić w 24 minucie Kamil Laszczkowski dzięki czemu przy wyniku 4-2 obie ekipy udały się na przerwę.
Po wznowieniu gry w 29 minucie znów przypomniał o sobie Kacper Wareńczak co w efekcie pozwoliło gospodarzom na początku drugiej odsłony meczu utrzymać tą trzy bramkową przewagę. Jak pokazały kolejne minuty ta trzy bramkowa przewaga nie ostudziła ambitnego planu zawodników gości którzy cały czas po cichu wierzyli w swoje możliwości i w to że ich zespół jest wstanie mocno podreperować swój dorobek bramkowy. Pierwszym tego sygnałem w tej części meczu były dwa trafienia Mateusza Lechowicza z 32 i 36 minuty przez co na niespełna kwadrans do zakończenia meczu gospodarze prowadzili już tylko 5-4. W odpowiedzi ekipy z Borówca cztery minuty później do bramki Kremików trafili Kacper Wareńczak i Ryszard Barszcz przez co gospodarze znów odskoczyli na trzy trafienia prowadząc 7-4. W tym momencie mogło się wydawać że kwestia zwycięstwa podopiecznych Marcina Kledzika jest już rozstrzygnięta lecz jak już widzieliśmy w tym spotkaniu trzy bramki różnicy to dla zawodników gości idealne wyzwanie. Tak więc zgodnie z tym stwierdzeniem gracze gości ruszyli po wyrównanie. I tak najpierw w 42 minucie drugie trafienie w tym meczu zalicza Kamil Laszczkowski przez co mamy w tym momencie wynik 7-5. W 45 minucie również po raz drugi piłkę do siatki bramki gospodarzy wepchnął siłą perswazji Grzegorz Gunia co dało nam wynik 7-6. Ale jak się okazało ostatnim bramkowym akcentem w tym spotkaniu w 47 minucie meczu popisał się autor trzech bramek Kamil Laszczkowski który po kombinacyjnej akcji finalnie ku rozpaczy zawodników gospodarzy ulokował futbolówkę w bramce rywala co w efekcie dało nam wynik 7-7. Tak więc ostatecznie mecz ten zakończył się remisem 7-7 co należy uznać jako małą niespodziankę a zawodnicy Kremików już nie po raz pierwszy pokazali że zespół ten uwielbia odrabiać kilkubramkowe straty.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Borówiec Team
7
:
7
Kremiki
III Liga
Dobre złego początki tak w dużym skrócie mogą powiedzieć o tym spotkaniu zawodnicy drużyny White Sox Podolany którzy mimo iż już przy pierwszej swojej akcji ofensywnej i bramce Huberta Hajdrycha objęli prowadzenie 1-0 to finalnie mecz ten zakończył się ich nie powodzeniem. Niestety im to spotkanie trwało dłużej tym boiskowa przewaga i taka pewność siebie graczy z Podolan gdzieś zaczęła topnieć co konsekwentnie zaczęli wykorzystywać zawodnicy gości. W efekcie tego w 11 minucie tego meczu bramkę na 1-1 zdobył Maciej Gierczak. Gdy wszelkie gwiazdy na niebie wskazywały że pierwsza część spotkania zakończy się nam wynikiem remisowym to dość szczęśliwą bramkę w 23 minucie na 1-2 zdobył Michał Geisler przez co gracze Magików Zenona chwilę później na przerwę udali się w zgoła odmiennych nastrojach co ich rywale.
W drugiej odsłonie tego meczu gracze gospodarzy już po dziesięciu minutach gry zdołali odpowiedzieć bramką wyrównująca na 2-2 której autorem tym razem był Jędrzej Szymański. Wynik remisowy utrzymywał się tylko przez kilka minut gdyż gracze obu drużyn nie zamierzali się tym punktem wcale zadawalać przez co co po chwilę pod jedną lub drugą bramką oglądaliśmy jakąś groźną sytuację. Jak się okazało zespołem lepszym i co najważniejsze skuteczniejszym w tej ostatniej fazie gry została ekipa Magików Zenona która aż trzy krotnie zdołała skutecznie sfinalizować swoje okazje podbramkowe. Tak więc po bramkach Piotra Jaraszkiewicza w 42 minucie oraz trafieniu Zachariasza Kijaka strzałem z woleja po rzucie rożnym w 44 p. Halicki w minucie 50 skutecznie zamknął nam te zawody zwycięstwem zespołu gości 2-5.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:White sox Podolany
2
:
5
Magicy Zenona
Intensywne widowisko na poziomie III Ligi stworzyły ekipy Union Kiekrz i Canvas Logistics. Od pierwszych minut nie brakowało tempa, walki i ofensywnego nastawienia z obu stron. Był to mecz twardy, ale rozgrywany czysto, z dużym zaangażowaniem po stronie obu zespołów. Lepiej spotkanie rozpoczął Union Kiekrz. Już w 5. minucie prowadzenie dał mu Kacper Sobecki, który skutecznie wykorzystał okazję pod bramką rywali. Canvas Logistics starało się odpowiedzieć i również potrafiło zagrozić, ale więcej konkretów w pierwszej połowie miał Kiekrz. W 25. minucie, tuż przed przerwą, na 2:0 podwyższył Mateusz Gzieło.
Po przerwie potyczka nadal był bardzo ofensywny. Gospodarze mieli więcej argumentów i w 32. minucie zdobyli trzecią bramkę, autorstwa Mikołaj Chilimończyk. Canvas nie zamierzało jednak odpuszczać. W 37. minucie kontaktowe trafienie zanotował Oskar Przybylski, dając swojej drużynie sygnał do walki. Końcowy fragment spotkania przyniosła emocje. W 40. minucie po raz drugi na listę strzelców wpisał się Kacper Sobecki, przywracając Kiekrzowi wyraźniejszą przewagę. Goście odpowiedzieli jeszcze w 45. minucie kolejną bramką Oskara Przybylskiego, ale na odwrócenie losów meczu zabrakło już czasu. Ostatecznie Union Kiekrz wygrał 4:2. Kiekrz miał w tym spotkaniu więcej argumentów, szczególnie w ofensywie, i potrafił lepiej wykorzystać swoje okazje. Canvas Logistics mimo porażki pokazało się z dobrej strony — grało odważnie, intensywnie i kilkukrotnie realnie zagroziło rywalom.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Union Kiekrz
4
:
2
Canvas Logistics
IV Liga
Wyrównane i pełne emocji spotkanie rozegrali Są gorsi i Wczorajsi. Mecz miał też bardzo sportowy akcent już przed pierwszym gwizdkiem. Wczorajsi nie dysponowali pełnym składem, a Są gorsi, choć mieli zawodników na ławce, zachowali się wyjątkowo fair play i pierwszą część rozegrali o jednego zawodnika mniej. Pierwsza odsłona rozegrana w nieco okrojonych składach przebiegała pod dyktando Wczorajszych. To oni byli skuteczniejsi i lepiej wykorzystywali swoje sytuacje. W 20. minucie wynik otworzył Valentyn Shulepa, a zaledwie trzy minuty później, w 23. minucie, na 2:0 podwyższył Szymon Roliński. Do przerwy Wczorajsi mieli więc zasłużone prowadzenie.
Po zmianie stron, już w pełnych składach, obraz gry się odwrócił. Są gorsi ruszyli do odrabiania strat i szybko złapali kontakt. W 29. minucie bramkę zdobył Mateusz Stępień, dając swojej drużynie sygnał do walki. W 37. minucie do wyrównania doprowadził Kamil Wizor, a dwie minuty później ponownie trafił Stępień, kompletując dublet i ustalając wynik meczu na 3:2. Spotkanie było bardzo wyrównane, ale ostatecznie to Są gorsi pokazali większą skuteczność w drugiej połowie i zdołali odwrócić losy meczu. Wczorajsi lepiej rozpoczęli, jednak po przerwie inicjatywę przejęli rywale, którzy dzięki ambitnej pogoni sięgnęli po zwycięstwo.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Są gorsi
3
:
2
Wczorajsi
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty