
No to ruszyliśmy. Wczoraj zaingurowała XIX sezon ligi siódemek futbolsport.pl. Już pierwszy dzień upłynął bardzo dynamicznie, a kilka potyczek było niezwykle emocjonujących. Pierwszą bramkę w nowej rundzie zdobył Valerii Klymyk z zespołu FC Faworyt, który już w 2 minucie wpisał się na listę strzelców. Zaczynamy od I Ligi, gdzie rozegraliśmy dwa spotkania. Niereal podejmował FC Faworyt, a obrońca tytułu FC To The Top grał z beniaminkiem, ekipą Witaminowe Ancymony. Oba spotkania miały swoją jakość i zakończyły się zwycięstwami gospodarzy. Niereal praktycznie cały mecz gonił wynik i dopiero w końcowym fragmencie przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Z kolei obecny mistrz na starcie przegrywał już 0:2, jednak w miarę upływu czasu wszedł na odpowiedni tor i pokonał swojego rywala. Srogie lanie w swoim debiucie odnotowała ekipa Canvas Logistics, która była tylko tłem w meczu przeciwko drużynie Legion. W IV Lidze zaprezentowały się ekipy Są gorsi i Eagles FC. Potyczka miała dwie odsłony. W pierwszej części dominowali goście. W drugiej połowie spotkanie się wyrównało, a ekipa Są gorsi była blisko wyrównania. Ostatecznie Eagles dowiozło wygraną i udanie rozpoczęło zmagania w IV Lidze. Dwa mecze rozegraliśmy na piątoligowym poziomie, gdzie zobaczyliśmy dwóch beniaminków: PS Flower i Falcon F.C. Były to udane spotkania tych drużyn bowiem PS Flower pokonał Dekpol, natomiast Falcon F.C. wysoko ograł FC Trutnie MSG.
I Liga
Od wygranej sezon wiosenny rozpoczęła drużyna Niereal, której rywalem na stracie rundy był zespół FC Faworyt. Lepiej w spotkanie weszli goście, którzy już w 2 minucie objęli prowadzenie po trafieniu Valerii Klymyk. FC Faworyt od pierwszej minuty przeważał i miał więcej z gry. Niereal, który wyszedł nieco ospały zdołał wyrównać w 10 minucie za sprawą Kamila Jańczaka. Cóż z tego skoro trzy minuty później ukraiński zespół odzyskał prowadzenie po golu Dmutro Fabijanskiego. Potem goście mieli optyczną przewagę i okazje na podwyższenie prowadzenia, jednak dość nieoczekiwanie to gospodarze zdobyli wyrównującą bramkę. Maciej Kantarek popisał się skutecznym strzałem z rzutu wolnego. Do przerwy 2:2.
Początek drugiej odsłony udany dla gości, którzy w 30 minucie po raz trzeci wyszli na prowadzenie. Vadym Semenov popisał się technicznym strzałem po dobrze rozegranym rzucie wolny. Niereal, któremu gra w ataku pozycyjnym wyraźnie nie leżała w 35 minucie wykorzystał swoją tajną broń jaką są stałe fragmenty gry. Kamil Jańczak precyzyjnie zacentrował z rzutu rożnego na głowę Macieja Kantarka, a ten po raz drugi w tym meczu pokonał golkipera gości. Od tego momentu mecz nabrał kolorytu. Oby dwie ekipy nia kalkulowały i walczył o pełną pulę. Swoją okazję na czwartą bramkę miał Niereal, ale również Faworyt był bliski trafienia, jednak za każdym razem bramkarze obu drużyn popisali się doskonałymi interwencjami. Minuty mijały a rezultat 3:3 nie ulegał zmianie. Przełomowy moment nastąpił w 46 minucie. Gracze FC Faworyt popełnili błąd w ustawieniu z czego skorzystał przeciwnik. Szybko wznowił grę z autu i w pełni wykorzystał przewagę dwa na jeden, a na listę strzelców wpisał się Radosław Bogusz. Zaskoczony tym faktem zespół gości ruszył do ataku, lecz już w doliczonym czasie został skarcony. Kamil Jańczak uprzedził bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki przypieczętowując tym samym wygraną Nierealu.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Niereal
5
:
3
FC Faworyt
Dobre złego początki, tak można powiedzieć o potyczce FC To The Top z Witaminowymi Ancymonami. Beniaminek rozpoczął z dużym animuszem i po 9 minutach prowadził 0:2 po trafieniach Wojtka Tokarskiego i Marcina Grabarza. Ancymony grały ładnie dla oka, a przy tym dochodzili do sytuacji bramkowych i tylko słabsza skuteczność spowodowała, że nie prowadzili wyżej. Obrońca tytułu dość długo się rozkręcał, ale jak już to nastąpiło, to była to prawdziwa remontada. Odrabianie strat rozpoczął Oleh Harkavyi. W 10 minucie zdobył kontaktowego gola, by trzy minuty później wyrównać stan rywalizacji. Potem dwie dogodne okazje mieli goście jednak bramkarz FC To The Top dwukrotnie stanął na wysokości zadania. Świetna szczególnie była interwencja po główce Jakuba Kowalewskiego. Witaminki nie wykorzystały swoich okazji, za to perfekcyjni w ataku byli gospodarze. Yehor Stapanchenko w 19 minucie oraz Ilya Shvets w 21 minucie i na przerwę schodzimy przy stanie 4:2.
Druga połowa to pokaz mocy mistrza, który co prawda grał bez Andrii Pryhody, ale pozostali zawodnicy grali na wysokich obrotach. Skrzętnie wykorzystywali każdy błąd rywala, który po przerwie nie wyglądał już tak dobrze jak w pierwszych 25 minutach. Przy stanie 4:2 zdobyli kolejne cztery bramki i w 40 minucie zrobiło się już 8:2. Wynik wysoki, który wcale nie odzwierciedlał obrazu jaki był na boisku. Po prostu zespół FC To The Top był do bólu skuteczny. Końcowe 10 minut rozgrywane było na pełnym luzie. Goście szukali kosmetycznej zmiany wyniku, co im się nieznacznie udało. W 42 minucie na listę strzelców wpisał się Jakub Kowalewski, a 47 minucie swoje trafienie zaliczył Jan Boruń. Co ciekawe w tym czasie Witaminowe Ancymony grały w osłabieniu po żółtej kartce dla Marcina Grabarza. Ostatecznie obrońca tytuł wygrywa w stosunku 9:4 i udanie otwiera rundę wiosenną.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC To The Top
9
:
4
Witaminowe Ancymony
III Liga
Pierwsze koty za płoty, tak chyba należy określić nie udany debiut w rozgrywkach ligi futbolsport.pl ekipy Canvas Logistics która swoje zmagania rozpoczęła od spotkania z drużyną Legion. Ekipa gości tylko przez pierwsze dziesięć minut zdołała zachować czyste konto co chyba jest ich największym sukcesem w tym spotkaniu, gdyż różnica piłkarska jaka dzieliła obie te ekipy była mocno widoczna. Poczynania boiskowe gospodarzy z każdą upływającą minutą przynosiły im kolejne zdobycze bramkowe w efekcie których zespół ten już na przerwę schodził z prowadzeniem 5-0.
Po zmianie stron głód bramkowy u zawodników Legionu był wciąż duży dlatego pięć minut od wznowienia gry na lista strzelców zaczęli wpisywać się kolejni zawodnicy tej drużyny w efekcie czego ich przewaga bramkowa znów zaczęła rosnąć. I tak ostatecznie spotkanie to zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 12-0, a nie kwestionowanymi liderami tego zwycięstwa byli dwaj zawodnicy gospodarzy czyli Denys Pastushenko i Mykola Kosheliuk którzy łącznie zdobyli 7 bramek. Gracze gości po tej porażce mają sporo materiału do przeanalizowania, który jeśli będzie właściwie rozpracowany to w kolejnym pojedynku pozwoli im zaprezentować się z lepszej strony.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Legion
12
:
0
Canvas Logistics
IV Liga
Pojedynek tych dwóch drużyn był premierowym starciem na poziomie IV ligi gdzie na przeciw siebie stanęli gospodarze jako spadkowicz z III ligi i ekipa gości dla której był to pierwszy pojedynek na tym poziomie rozgrywkowym w historii. Spotkanie to rozpoczęli znacznie lepiej gracze gości którzy zwłaszcza w tej części meczu przewyższali swojego rywala pod względem motorycznym i piłkarskim co w efekcie pozwoliło im w 18 minucie gry po bramkach Dawida Dzikowicza, Jakuba Czerniewicza Wojciecha Banasika i Bartosza Siatkowskiego prowadzić już 0-4. W tym momencie wydawało się że losy tej potyczki mogą być już rozstrzygnięte i jedyną nie widomą jest tylko kwestia ilości bramek przy końcowym zwycięstwie graczy gości. Jednak pięć minut później kontaktowe trafienie dla gospodarzy zalicza Mikołaj Sierocki i przy stanie 1-4 obie drużyny chwilę później udały się na przerwę.
120 sekund po wznowieniu gry do bramki gospodarzy trafił po raz drugi w tym spotkaniu Jakub Czerniewicz i bramka ta na 1-5 miała dać spokój ekipie gości na kolejne minuty. Niestety o spokoju być tu nie mogło mowy gdyż ewidentnie swój rytm zaczęli łapać gospodarze którzy już w 35 minucie po bramce ładnej urody Krzysztofa Sysko oraz trafieniu Kamila Wizora zmniejszyli różnicę bramkową do wyniku 3-5. Od tego momentu z upływem czasu spotkanie to zaczęło nabierać pikanterii co ewidentnie podniosło ciśnienie w głowach kilku graczy. Jednak najszybciej emocje te unormował w ekipie gospodarzy Krzysztof Sysko który w 46 minucie po raz drugi w tym spotkaniu wpisał się na listę strzelców dzięki czemu goście prowadzili już tylko jedną bramką. Tak więc zamiast spokojnej i kontrolowanej drugiej połowy gracze Eagles FC musieli drzeć o końcowe zwycięstwo. Ostatecznie w 49 minucie spotkania za drugą żółtą kartkę boisko musiał opuścić obrońca gospodarzy co zapewne miało wpływ na to że w ostatniej akcji meczu Dawid Dzikowicz zdobył bramkę dzięki czemu trafiając po raz drugi w tym spotkaniu ustalił końcowy rezultat na 4-6 i tym samym to goście mogli się cieszyć z końcowego zwycięstwa.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Są gorsi
4
:
6
EAGLES FC
V Liga
Poniedziałkowy wieczór, w pierwszej kolejce ligi 5 futbolsport.pl, przywitało zawodników świeżą, wiosenną aurą — powietrze było lekkie, murawa sprężysta, a gra od pierwszego gwizdka przypominała budzącą się do życia naturę. Starcie Dekpolu z PS Flower było jak pojedynek solidnej konstrukcji z rozkwitającym ogrodem — z jednej strony stabilność i fundament, z drugiej lekkość, kolor i ofensywny rozkwit. Od początku obie drużyny imponowały świetnym czytaniem gry. Dekpol budował akcje jak dobrze zaprojektowaną konstrukcję — krok po kroku, z dbałością o każdy detal. Flower natomiast rozprowadzał piłkę płynnie, niczym wiosenny wiatr poruszający płatkami kwiatów. Pierwszy „pąk” meczu rozkwitł w 7. minucie — Igor Leszczyński wykorzystał moment zawahania defensywy i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie PS Flower. Po tym trafieniu gra na chwilę się uspokoiła, a obie drużyny skupiły się na kontrolowaniu przestrzeni, jakby nie chciały zbyt wcześnie odsłonić swoich kart. Dekpol cierpliwie czekał na swój moment — i znalazł go idealnie na zakończenie pierwszej połowy. W 25. minucie Stanisław Łeszyk doprowadził do wyrównania, kończąc składną akcję gospodarzy. To trafienie było jak solidny fundament pod drugą część spotkania — 1:1 do przerwy.
Po zmianie stron mecz znów nabrał tempa, a wiosenna energia udzielała się obu zespołom. Gra była dynamiczna, ale nadal bardzo świadoma — zarówno Dekpol, jak i Flower doskonale przewidywali ruchy przeciwnika, co przekładało się na szybkie przejścia z obrony do ataku. Decydujący moment przyszedł w 27. minucie, gdy Oskar Zaradny — niczym najjaśniejszy kwiat w ogrodzie Flower — wykorzystał swoją okazję i wyprowadził gości ponownie na prowadzenie 2:1. W kolejnych minutach Dekpol próbował odpowiedzieć, budując akcje z cierpliwością godną swojej nazwy, ale defensywa Flower była tego dnia jak dobrze pielęgnowany żywopłot — trudna do przejścia. Z kolei goście szukali szans w kontrach, jednak wynik nie uległ już zmianie.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:Dekpol
1
:
2
PS Flower
W drugim spotkaniu piatej ligi, przy ul. Warmińskiej 1 w Poznaniu, miał miejsce delikatny pogrom gospodarzy. Mecz sam w sobie zawierał prawdziwie wiosenny klimat — świeże powietrze, szybką sztuczną murawę i energię budzącej się do życia piłki. Na tym tle starcie MC Trutnie MSG z beniaminkiem Falcon F.C. przypominało pojedynek pracowitego ula z drapieżnym ptakiem szybującym nad boiskiem. Mecz rozpoczął się błyskawicznie — już w 1. minucie Michał Kaczmarek ukąsił niczym prawdziwy truteń, dając gospodarzom prowadzenie 1:0. Jednak odpowiedź Falcona była natychmiastowa i… bezlitosna. Na scenę wkroczył Noah Tiilikainen, który tego dnia był jak sokół w idealnych warunkach do polowania. W 3., 9. i 11. minucie trzykrotnie trafił do siatki, kompletnie odwracając losy meczu. Jego ruchy były szybkie, precyzyjne i nieuchwytne — jak lot drapieżnika nurkującego po zdobycz. W 18. minucie Tomasz Leporowski dołożył czwarte trafienie dla Falcona, ale Trutnie nie składały skrzydeł. W 20. minucie Mikołaj Skwierczyński ponownie „użądlił” rywali, zmniejszając wynik do 2:4 przed przerwą. Pierwsza połowa była dynamiczna, pełna wymian ciosów i wiosennej intensywności.
W drugiej części Falcon F.C. kontynuował swój ofensywny lot. Już w 28. minucie niezawodny Noah Tiilikainen ponownie trafił, potwierdzając swoją znakomitą dyspozycję. Trutnie próbowały jeszcze organizować akcje, krążąc wokół pola karnego jak rój szukający okazji, ale defensywa gości była czujna. W 39. minucie Łukasz Lekier podwyższył wynik, a gdy w 45. minucie Noah zdobył swoją kolejną bramkę, było jasne, kto tego dnia rządził na murawie. Wynik zamknął w 49. minucie Dmytro Obruch, ustalając rezultat na 8:2. Bez wątpienia najjaśniejszą postacią spotkania był Noah Tiilikainen, który zdobył aż 5 bramek, prowadząc Falcon F.C. do pewnego zwycięstwa. Był szybki, skuteczny i bezlitosny — jak sokół wykorzystujący każdy moment zawahania przeciwnika.
Strzelcy: Kary: Strzelcy: Kary:FC Trutnie MSG
2
:
8
Falcon F.C.
Pozdrawiam
Maciej Kaniasty